piątek, 30 września 2016

Rozdzaiał 21 - Powiedziała patrząc na nią z sukowatą miną.

Cześć, mamy nadzieję, że rozdział będzie się wam podobał.
Po dość długiej nieobecności, w końcu wstawiamy nowy rozdział.
Przepraszamy, że zajęło nam to aż tak dużo czasu, ale szczerze mówiąc
szkoła wysysa chęć do wszystkiego :) I nie obiecujemy, że następna notka pojawi się
szybciej. 
Zapraszamy do czytania! :D
Małgosia i Luna
  
 Jasper
Jeszcze chwilę siedzieliśmy na polanie w milczeniu, a gdy tylko zaczęło się ściemniać postanowiliśmy, że pójdziemy do domu. Szczerze mówiąc nie za bardzo miałem ochotę wracać, wolałem zostać w naszym magicznym miejscu choćby całą noc, sam na sam z moją ukochaną, ale co prawda, to prawda All ma dar przekonywania.
W drodze powrotnej próbowałem się dowiedzieć jakiś szczegółów szatańskiego planu Alice, ale moja dziewczyna cały czas zbywała mnie mówiąc ,, Zobaczysz co to, jak dogadam się z dziewczynami. Chcę żeby to była niespodzianka.''
Po wejściu do domu od razu poszedłem z Ally do salonu, gdzie siedziało całe nasze rodzeństwo razem z Nadią i Brunem. All gdy zobaczyła, że nie ma z nimi Rebeki, podbiegła do dziewczyn i powiedziała im coś na ucho. Widocznie zrozumiały o co jej chodzi, bo po chwili we trzy były w pokoju Rose, który znajdował się na końcu korytarza.
Westchnąłem zrezygnowany i usiadłem na kanapie koło męskiego grona, żeby się naradzić. ,, Czas odbyć z nimi poważną rozmowę'' pomyślałem, po czym spojrzałem na telewizor gdzie leciały kreskówki, a Emmett patrzył na to jak zaczarowany. Taaa... czy ktoś mówił coś o poważnej rozmowie?
- Możemy porozmawiać? - Zapytałem.
- Jasne Jasper, jak tam randka z Alice? - Zapytał jako pierwszy Bruno.
- To nie była randka, tylko musieliśmy sobie wyjaśnić parę spraw, ale już jest dobrze. Dzięki, że pytasz. - Odpowiedziałem.
- Możecie być ciszej, ja tu oglądam spongeboba! - Powiedział poddenerwowany Emmett.
Edward słysząc to, wziął pilota od telewizora i go wyłączył.
- Już nie oglądasz. - Odrzekł.
- Ej, to moja ulubiona kreskówka. - Marudził Emm.
- Dobra może zajmijmy się czymś ważniejszym niż głupim telewizorem. Wiecie może co dziewczyny kombinują? - Zapytałem - Bo All mi powiedziała, że zajmą się Rebeką. To ma być jakaś zemsta czy coś. Wiecie coś na ten temat, bo może planowały coś wcześniej?
- A kiedy ci to mówiła? - Zapytał Eddie.
- Na polanie. - Oznajmiłem.
- Dziewczyny nam nic na ten temat nie wspominały. - Odrzekł Emmett.
- To może podsłuchasz ich myśli Edward? - Zapytałem.
- Przykro mi, ale nauczyły się je zagłuszać więc jedyne co słyszę to alfabet od tyłu. - Powiedział ze skwaszoną  miną.
- To co mam zrobić żeby się dowiedzieć co kombinują? - Zastanawiałem się.
- Halo, przecież jesteś wampirem i jednym z twoich darów jest podsłuchiwanie. Więc wykorzystaj
to. - Powiedział Emm, po czym dodał. - A mówią, że to ja jestem głupi.
- Darem nie jest podsłuchiwanie tylko bardzo dobry słuch. - Poprawił go Edward.
Po czym Emmett się wkurzył, że Eddie znowu mu w czymś przeszkodził ( tym razem chyba chodziło o zabłyśnięcie inteligencją) i zaczęli się bić. Nie zastanawiając się, usiadłem koło Bruna, bo widziałem, że naprawdę się zaciekawił, tym co nasze dziewczyny kombinują.
- Podsłuchiwanie to nie jest taki głupi pomysł. Może warto spróbować. - Oznajmiłem.
- Też mi się tak wydaje. To co próbujemy? - Zapytał Bruno
- Jasne, czemu nie -. Powiedziałem i obaj poszliśmy na górę.
Stanęliśmy przed drzwiami pokoju w którym spiskowały dziewczyny. Mocno się skupiłem, ale niestety jacyś dwaj idioci bijący się na dole zagłuszali wszystko co mówiły. Miałem nadzieję, że Bruno jest bardziej skupiony i usłyszy coś więcej niż ja. Po paru minutach stwierdziliśmy, że bez sensu dalej tu stać skoro i tak nic nie zrozumiemy, więc poszliśmy do mojego pokoju, by dokładnie obmówić co usłyszeliśmy. Niestety okazało się, że żaden z nas nie był w stanie nic zrozumieć. Po około godzinie, All weszła do pokoju.
- Oj, przepraszam. Nie przeszkadzam wam? - Zapytała, uśmiechając się.
- Nie, ja i tak już muszę iść. Skoro ty wróciłaś do pokoju to znaczy że Nadia też jest już wolna. - Odpowiedział Bruno i wyszedł z pokoju.
 Gdy tylko Bruno poszedł wziąłem Alice za rękę, położyłem nas na łóżku i mocno ją przytuliłem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że już się na mnie nie gniewasz. - Powiedziałem, a ona wskoczyła mi na brzuch.
- Przecież wiesz, że bym nie umiała. - Odpowiedziała wpatrując mi się w oczy i kusząco się uśmiechając.
Potem ja ją przewróciłam na plecy i zacząłem ją całować po ciele, jednocześnie zdejmując z niej ubranie. Tak nam minęła cała noc, a nad ranem gdy tylko dziewczyna poszła do toalety żeby wziąć prysznic, wyszedłem na dwór i przygotowałem jej ,,śniadanie do łóżka'', a tak właściwie to tylko przyniosłem jej krew w kieliszku i czerwoną różyczkę, którą zerwałem po drodze z czyjegoś ogrodu.
Niestety, gdy wszedłem na górę z tacą i otworzyłem drzwi Alice stała przed drzwiami, ubrana w pudrowo różową koszulę z krótkim rękawkiem, koturny tego samego koloru i obcisłe spodnie w kwiaty. (Ubranie)
- Już się wyszykowałaś? Myślałem, że jeszcze trochę czasu spędzimy razem w sypialni, więc chciałem ci zrobić niespodziankę i przynieść śniadanko do łóżka. - Oznajmiłem ze smutkiem w głosie.
- Oh, Jazz to dla mnie? - Zapytała, przypatrując się temu co trzymałem w rękach .
- Tak, ale...- Zacząłem, lecz mi przerwała
- Nic nie mów, ja zepsułam niespodziankę i ja ją naprawie. - Powiedziała, po czym wskoczyła do łóżka i przykryła się kołdrą, a po chwili udała ziewnięcie i się rozciągnęła.
- Ojejku, kochanie to dla mnie? - Zapytała ze słodkim chichotem, udając wielkie zaskoczenie.
Wiedziałem o co chodzi mojej słodkiej wariatce, więc zacząłem wszystko od nowa.
- Tak. Oto śniadanko dla mojej księżniczki. - Mówiąc to usiadłem na łóżku koło niej i pocałowałem ją w policzek.
- Jesteś kochany. - Powiedziała z uśmiechem i wyciągnęła ręce po swój prezent.
- To co jakie mamy plany na dziś? - Zapytała popijając krew.
- Nie wiem, a powiesz mi w końcu, co zaplanowałyście wczoraj dla Rebeki? - Zapytałem z nadzieją
- Wszystko w swoim czasie, a chciałbyś pójść ze mną na zakupy?
- A nie masz już trochę za dużo ciuchów?
- Nigdy więcej tak nie mów. I mi chodziło o ciuchy dla ciebie. No wiesz, już się zbliża jesień a ty masz ciuchy tylko letnie i kolorystyka już w modzie inna na ten sezon, może przydało by się jakieś odświeżenie w twojej szafie? - Zapytała uśmiechając się słodko.
- Och, no dobrze. A ktoś jeszcze by z nami poszedł?
- Myślałam o Bruno, Nadii, Rose i Emmecie. Im na pewno też by się przydało trochę nowych rzeczy w szafie. - Oznajmiła
- Nie za dużo nas będzie? - Zapytałem dość zaskoczony.
- Dziewczyny na pewno idą, więc jeśli chcesz targać wszystkie zakupy, to ok.
- Dobra to idziemy w szóstkę. - Zadecydowałem.
- To może zejdź na dół i się zapytaj czy chcą. - Poprosiła All
Zgodziłem się i zszedłem na dół. W kuchni stali Nadia i Bruno, a w salonie Emm i Rose.
- All się pyta czy chcecie iść na zakupy!? - Zawołałem by wszyscy usłyszeli.
Nagle otworzyły się drzwi łazienki i wyszła z niej Rebeka.
- O tak ja chętnie pójdę. - Odpowiedziała i podbiegła do mnie.
- Sorry, ale nie jesteś zaproszona. - Odparłem odsuwając się krok w tył.
- Jak to nie? Myślałam, że krzyknąłeś do wszystkich.
- To źle myślałaś. - Odezwała się  Rose, patrząc na nią z najbardziej sukowatą miną, na jaką było ją stać.
- Rebeko, czy ty w ogóle myślisz? - Dopomógł swojej dziewczynie Emm.
- Jeśli nie chcecie mojego towarzystwa to nie. - Odpowiedziała, a następnie się odwróciła i wyszła na dwór.
- Chyba nareszcie zmądrzała. - Odparł Bruno
- To u niej przejściowe. - Odpowiedział Misiek
- To co chcecie iść na te zakupy w szóstkę czy nie? - Zapytałem, a wszyscy się zgodzili.

czwartek, 8 września 2016

Nowy blog.

Cześć, 
chciałybyśmy was poinformować, że założyłyśmy nowego bloga.
Tym razem nie piszemy żadnych FF, tylko zajmujemy się paznokciami :)
Jeśli ktoś jest ciekawy to zapraszamy, niedawno pojawił się pierwszy post.
https://paznokciekrokpokroku.blogspot.com/
Pozdrawiamy, 
Małgosia i Luna

środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 20 - Myślisz, że ja jestem idiotką?

 Cześć, mamy nadzieję że będziecie zadowoleni z rozdziału.
Przyznajemy, że wyszedł nam trochę krótki i przepraszamy za to.
Mamy nadzieję, że tym razem nie będzie aż tak dużo błędów.
Chciałybyśmy bardzo podziękować Misi, ponieważ to dzięki niej powstał ten rozdział
i to ona sprawiła, że zachciało nam się go stworzyć. Chciałybyśmy również podziękować Czerwonemu Kapturkowi, który pozytywnie skomentował nasz poprzedni rozdział. Mamy nadzieję że zostaniesz z nami na tym blogu na dłużej. I jeszcze informacja dla Anonimowych osób które skomentowały ten blog negatywnie. Nikt was nie zmusza do czytania tego, więc jeśli wam się nie podoba nasza historia zawsze możecie stąd wyjść. A jeśli zdecydujecie się pisać komentarze prosimy by były one czymś więcej niż powiedzeniem, że ten blog jest beznadziejny i nadaję się do kosza. (komentowanie ,,dla beki'' również nie jest formą której oczekujemy) Przydało by wam się także pojęcie takie jak konstruktywna krytyka. Jeśli komukolwiek coś się nie podoba w naszym pisaniu, prosimy o napisanie co to jest, a my postaramy się to poprawić :)
  Po dość długim wprowadzeniu zapraszamy do czytania!
Małgosia i Luna
Alice
Gdy zatrzasnęłam drzwi za Jasperem, rzuciłam się na łóżko i zaczęłam szlochać w poduszkę. Jak on mógł mi coś takiego zrobić? Wiedziałam, że Rebeka coś wykombinuje by nas poróżnić, ale nie spodziewałam się, że Jasper jej ulegnie. I dlaczego nie miałam żadnej wizji tylko to idiotyczne przeczucie? Może gdybym szybciej zareagowała, blond małpa nie zdążyła by go omotać i to wszystko skończyło by się inaczej. Nie! Stop! Muszę przestać się obwiniać, ponieważ nie zrobiłam nic, co mogło by zmienić uczucia Jaspera do mnie i zachęcić go do Rebeki. Nawet w najgorszych koszmarach nie pomyślałabym, że on mógłby mnie zdradzić i w głębi duszy wiem, że to nie jest do końca jego wina, ale przecież czuł emocje Rebeki. Powinien się domyślić i nie dopuścić by znalazła się na tyle blisko niego, by go pocałować. 
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- Kto tam? - Zapytałam ostrożnie.
- Mogę wejść? - Usłyszałam ciepły i troskliwy głos.
- Oczywiście Esme, nie musiałaś pukać. - Odpowiedziałam i zobaczyłam jak powoli wchodzi do pokoju i siada przy mnie na łóżku.
- Musiałam, bo każdy zasługuje na prywatność. - Powiedziała.
- Wiesz już co się stało? - Zapytałam i poczułam że moje oczy znowu robią się mokre.
- Och skarbie, chłopcy mi wszystko opowiedzieli. - Odparła i przyciągnęła mnie do swojego matczynego uścisku.
- Widziałam to Esme, całowali się zaraz przed drzwiami wejściowymi. - Wyszlochałam.
- Skarbie, rozumiem twoją reakcję, ale pamiętaj że Jasper nie jest jedynym winnym. Z tego co mówili chłopcy to Rebeka się na niego rzuciła, a on był zbyt zdezorientowany by szybko zareagować. - Powiedziała delikatnie.
- Czyli mam tak po prostu tam iść i powiedzieć, że nic się nie stało? - Zapytałam odsuwając się od Esme i patrząc na nią z uwagą.
- Nie, oczywiście że nie. Mimo, że to Rebeka zainicjowała całe to zdarzenie, Jasper jest współwinny. Ja radzę tylko byś dała mu szansę się wytłumaczyć i przedstawić swoją wersję zdarzeń. Mimo, że popełnił błąd, Alice ten człowiek kocha cię nad życie i nie chciałabym żeby wasz związek skończył się w takim miejscu. - Odparła.
- Masz rację, dziękuję za rady. Zaraz go znajdę i dam mu szansę na wyjaśnienie. - Powiedziałam po zastanowieniu.
- Myślę, że nie będziesz go długo szukała. Niedawno skończył rozmawiać z Rose i od tego czasu cały czas czatuje przy drzwiach. - Zachichotała Esme i otworzyła drzwi przy których siedział Jazz. Nasza przybrana mama odwróciła się do mnie, z podnoszącym na duchu uśmiechem, puściła mi oczko i zeszła po schodach. 
- Ally, proszę daj mi to wszystko wytłumaczyć. - Poprosił Jazz.
- Dobrze, chodźmy się przejść. - Powiedziałam patrząc na niego niepewnie.
Wyszliśmy z domu i od razu zaczęłam kierować się na naszą polankę, ponieważ pomyślałam, że będzie to idealne miejsce do prywatnej rozmowy. Podczas naszego ,,spaceru'' pogrążyliśmy się w swoich myślach i nie wymieniliśmy ani jednego zdania. Gdy dotarliśmy na łąkę, stanęłam i odwróciłam się twarzą do Jaspera.
- Co chciałeś mi powiedzieć? - Zapytałam.
- Chciałem ci wszystko wytłumaczyć. Ally to ona mnie pocałowała, a nie ja ją. - Powiedział patrząc mi w oczy.
- Aha i staliście przytuleni do siebie, bo było wam zimno. Jazz błagam daruj sobie te słabe  wymówki z jakiś filmów romantycznych. - Odparłam zirytowana.
- Ale to jest prawda! Przytulaliśmy się ponieważ Rebeka źle się czuła i poprosiła mnie żebym odprowadził ją do pokoju. 
- Pff... Teraz to już ci fantazja poleciała. Wampir któremu jest słabo? Myślisz, że ja jestem idiotką?
- Nie, to ja jestem idiotą, że jej uwierzyłem i dałem się w to wszystko wciągnąć.
- W końcu się w czymś zgadzamy...
- Alice, naprawdę jest mi cholernie przykro, że to wszystko tak wyszło i obiecuję, że to się nigdy nie powtórzy. - Powiedział i położył swoje ręce na moich policzkach, tym samym zmuszając mnie bym patrzyła mu w oczy.
- Jak masz zamiar dotrzymać obietnicy skoro, dzisiaj dałeś się nabrać? - Zapytałam.
- Coś wykombinuję, a jeśli chcesz możemy wyjechać sobie razem na jakieś wakacje, póki oni będą mieszkać w naszym domu. - Zaproponował.
- Nie wiem Jazz... Naprawdę lubię Bruna i Nadię. A z tego co zauważyłam, im też nie do końca odpowiada Rebeka. 
- Co kombinujesz? Znam ten twój błysk w oczach i nie oznacza on nic przyjemnego.
- Jak wrócimy do domu to pogadam z Rose i pokarze jakie konsekwencje niesie ze sobą całowanie mojego chłopaka. - Oznajmiłam z krzywym uśmiechem.
- Czyli wybaczasz mi? - Zapytał z nadzieją.
- Och... Wiesz, że mam do ciebie słabość, a teraz nie mogę myśleć o niczym innym niż zemście, więc niech ci będzie. - Powiedziałam uśmiechając się. - Ale jeszcze jedna taka sytuacja, a zobaczysz co to znaczy mieć w domu wkurzoną kobietę.
- Tak jest. - Powiedział i mocno mnie pocałował. - A co do tego, że myślisz tylko i wyłącznie o zemście. Myślę, że mogę temu jakoś zaradzić.
- A więc czekam generale. - Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się figlarnie.
- Mała prowokatorka. - Wyszeptał i znowu mnie pocałował.   

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Informacja

Przepraszamy, ale dzisiaj rozdział się nie pojawi.
Razem z Luną zadecydowałyśmy zrobić sobie małą przerwę.
Prawdopodobnie rozdziały będą się pojawiały, lecz nie co 2 tygodnie, 
tylko jak będziemy miały wenę. Stwierdziłyśmy, że lepiej pisać notki trochę rzadziej, 
a bardziej dopracowane i dłuższe.
Do zobaczenia.
Małgosia i Luna :)
P.S. Dziękujemy za komentarze pod ostatnią notką, dały nam one do myślenia i sprawiły, że chcemy trochę poprawić się w pisaniu i sprawić żeby wszystko było bardziej dopracowane.

piątek, 12 sierpnia 2016

Ważna sprawa!


Cześć, nowy rozdział pojawi się w poniedziałek, a na razie chciałybyśmy odnieść się do jednego komentarza, który pojawił się pod poprzednią notką. Wiemy, że nasza wypowiedź jest dosyć długa, ale bardzo zależy nam na tym żebyście to przeczytały i skomentowały wyrażając swoją opinie co do tej sprawy. Nessa napisała, bardzo długi komentarz o tym co jej się w naszym blogu nie podoba, dziękujemy za szczerą opinie i chcemy to troszeczkę omówić.  Pierwszą sprawą są linki do ubrań i postaci, które wstawiamy dosyć często. Nie chodziło nam o to, że nie chce nam się opisywać wyglądu, bo mimo linków, robimy to. Chciałyśmy, by czytelnicy mogli lepiej wyobrazić sobie całą akcję i uważamy, że gdy będą mieli dokładny obraz, jak dana osoba wygląda lub co ma na sobie, będzie im po prostu łatwej. ( Jeśli nie podoba wam się ten pomysł, piszcie w komentarzach, a my przestaniemy to wszystko wstawiać.)
Następną sprawą są błędy, cały czas staramy się by było ich jak najmniej i do tej pory wydawało nam się, że dajemy sobie z tym radę. Czytając wcześniejsze rozdziały zauważam brak kilku przecinków, ale to wszystko. Wydaje nam się, że nie ma porażających i ogromnych błędów, lecz możemy się mylić. Jeśli takowe się zdarzają, bardzo przepraszamy i postaramy się je ograniczyć do minimum.
Nigdy nie chciałyśmy, żeby nasz FF był odwzorowaniem książki, ponieważ to po prostu nie ma sensu. Ze ,,Zmierzchu'' wzięłyśmy bohaterów, ich charakter i część historii. Resztę chcemy zmieniać, ponieważ to jest nasz FF i to my decydujemy co z tej książki nam pasuje, a co nie. Od początku wiedziałyśmy, że nie wszystkie rzeczy będą się pokrywały z wersją pani Meyer i w pierwszym poście poinformowałyśmy o tym.
Ostatnią sprawą jaką chciałyśmy poruszyć jest to, że my tylko próbujemy. Nie chcemy tworzyć książki lub profesjonalnego opowiadania, ponieważ wiemy, że nam się to nie uda. Wcześniej poinformowałyśmy też o tym, że jest to nasz pierwszy blog i nie za bardzo się na tym znamy. Chciałyśmy tylko spróbować stworzyć coś ,,swojego''. Bardzo lubimy pisać, więc wstawiłyśmy kilka rozdziałów, żeby sprawdzić czy komuś będzie się to podobało. Po jakimś czasie zauważyłyśmy, że mamy dwie stałe czytelniczki i dopóki im się to podoba, będziemy pisały. 
Bardzo dziękujemy ci za twoją opinię i mamy nadzieję, że pomimo negatywnego komentarza, będziesz śledziła nasz blog i mamy nadzieję, że po jakimś czasie bardziej ci się on spodoba. My oczywiście postaramy się poprawić to co możemy, lecz jeśli chodzi o linki lub zmienianie oryginalnej historii, to zależy od naszych stałych czytelniczek.
Pozdrawiamy Małgosia i Luna.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Rozdział 19 - A ja muszę wiedzieć czy wstawić się za tobą czy porządnie skopać ci dupę.

Cześć, mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba.
Wydaję nam się, że chyba wyszedł troszeczkę dłuższy niż poprzednie, ale nie miałyśmy serca kończyć go w połowie. I mamy do was pytanie. Wolicie, żeby było tak jak wcześniej czyli w każdym rozdziale nowe wydarzenia, czy żeby były takie same wydarzenia opisane z dwóch perspektyw?
Chyba to źle wytłumaczyłam więc już mówię dokładnie o co chodzi. Do tej pory były rozdziały naprzemiennie, co dwa tygodnie, raz z perspektywą Alice, a raz Jaspera. I tego zmieniać nie chcemy. Ale czy wolicie by z takim samym schematem, jak napisałam powyżej były opisane te same wydarzenia z dwóch perspektyw. Tak jak jest to napisane teraz i rozdział wcześniej. Czy, żebyśmy jechały z rozdziałami, tak jak wcześniej czyli w każdym będą inne wydarzenia? Chyba trochę zamąciłam, ale mam nadzieję, że zrozumieliście i że chciało wam się to wszystko czytać. Jeśli ktoś by nie zrozumiał o co nam chodzi, piszcie w komentarzach a na pewno odpiszemy i wyjaśnimy.
Czekamy na wasze opinie!
Zapraszamy do czytania. :)
Małgosia i Luna

 Jasper
Gdy tylko dziewczyny wyszły, poszedłem do swojego pokoju. Usiadłem na fotelu i zacząłem patrzeć przez okno, rozmyślając ile rzeczy zmieniło się w moim życiu odkąd poznałem Alice. 
Po jakimś czasie stwierdziłem, że bez sensu zadręczać się przeszłością oraz przywoływać nieciekawe wspomnienia, więc, postanowiłem iść do pokoju Edwarda, by spędzić trochę czasu z ,,braćmi''. Gdy dotarłem na miejsce, zapukałem i otworzyłem drzwi. Widać, że nie tylko ja wpadłem na pomysł by posiedzieć z Eddiem, bo w środku siedział też uśmiechnięty Bruno.
- Jasper, jeśli jeszcze raz nazwiesz mnie Eddiem, to pożałujesz. - Powiedział, patrząc na mnie groźnie.
- Sorry Edd, zapomniałem że podsłuchujesz wszystkie moje myśli. -  Odpowiedziałem z lekką  ironią. -  Mogę, się do was dosiąść?
- No jasne, siadaj. -  Odparł Bruno i posunął się by mi zrobić miejsce koło siebie.
Zaczęliśmy gadać o bzdurach, aż nie dołączył do nas Emm narzekając na Rebekę. Nie chcę wyjść, na niewychowanego, ale jakoś mnie to nie zdziwiło.
- Co Emm, ciebie też podrywała? - Zapytałem z kpiarskim uśmieszkiem.
- Na szczęście nie, nie wiem co Rosalie by wymyśliła z okazji zemsty. Szczególnie, jakby połączyła swoje siły z Alice. - Odpowiedział Emmett
- Prawda. Osobno są ciężkie do zniesienia, gdy nadepnie się im na odcisk, ale razem to była by już tragedia na skalę światową. - Powiedział Edward.
- To co ci w końcu zrobiła? - Zapytał, zaciekawiony Bruno.
 -Zaczęła narzekać, że dziewczyny poszły bez niej i ona nie rozumie czemu jej nie lubią i unikają. - Powiedział Emm, przewracając oczami.
- Ale, przecież Nadia się jej pytała, a ona bez zastanowienia odmówiła. - Powiedział zdziwiony Bruno. Emmett tylko wzruszył ramionami i zrobił minę, która mówiła ,, Nie ogarniesz stary, nie ogarniesz''.
- To może zmienimy temat, na trochę bardziej milszy niż Rebeka. Co wy na to? - Zaproponował Edward.
Wszyscy się zgodziliśmy i zaczęliśmy kontynuować naszą rozmowę z rana. Następnie, zaszliśmy na dół do salonu, żeby pooglądać telewizję. Pierwszy dobrał się do pilota Emm i włączył boks.
- Nie, ja nie chcę znowu tego oglądać. Co ty w tym widzisz, że  jacyś napakowani pół nadzy faceci naparzają się po ryjach. Przełącz na coś innego. - Odezwał się lekko zbulwersowany Eddie.
- O nie mój drogi, ostatnio oglądaliśmy piłkę nożną, bo ty tak wybrałeś. Teraz moja kolej na wybór kanału. - Odpowiedział Emm, dumny ze swoich argumentów.
Rudy podszedł do Emmetta i wyrwał mu pilot z ręki. Mięśniak, oczywiście nie mógł mu tego darować na sucho, więc wstał i zaczął go gonić po całym domu. Razem z Brunem spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy głośnym i niepohamowanym śmiechem.
Nagle zza rogu wyszła Rebeka, a niczego niespodziewający się Emmett wpadł prosto na nią. Przez jego szybkość i masę dziewczyna upadła na podłogę. Wszyscy do niej podbiegliśmy, by sprawdzić czy nic się jej nie stało.
- Wszystko dobrze? - Zapytał Bruno.
- Nic ci się nie stało? - Dodałem od siebie, gdy Emmett i Bruno próbowali podnieść ją z ziemi.
- Nie, nic nie jest dobrze. Tych dwóch idiotów na mnie wpadło i zepsuło, moją starannie ułożoną fryzurę! - Odparła oburzona Rebeka.
- Tak właściwie, to tylko Emm na ciebie wpadł. - Stwierdził miedzianowłosy.
W tym monecie ja, Emmett i Bruno spojrzeliśmy się na niego morderczym wzrokiem (chyba nauczyłem się go od Ally) , a on od razu ją przeprosił i poszedł do siebie ze spuszczoną głową.
- Tak jak mówiłam idioci. - Odparła.- Jasper pomożesz mi dojść do pokoju, bo nie za dobrze się czuję.
Popatrzyłem się niepewnie na chłopaków, a Bruno zrozumiał o co mi chodzi.
- To może ja ci pomogę, bo i tak idę do swojego pokoju, wiec będzie po drodze? - Zapytał, próbując mnie uratować.
- Nie,  Jasper jest silniejszy od ciebie i  na pewno jest bardziej dojrzały od was wszystkich razem wziętych. - Zadecydowała Rebeka.
- No cóż, trudno zaprzeczyć. - Odparłem żartobliwie, a gdy spojrzałem na Emmetta zauważyłem zże jest cały czerwony i zaraz wybuchnie śmiechem.
- To idziemy? - Zapytała dziewczyna chwytając mnie jedną ręką za szyję
Wiedziałem, że wampiry praktycznie, nie mogą czuć się słabo i że zmyśla. Dobre wychowanie, wzięło górę, więc stwierdziłem, że pomogę jej wejść na  górę.
Bruno i Emmett wrócili na kanapę w salonie i tym samym zostawili mnie samego z Rebeką. Zaczęliśmy po woli wlec się w kierunku jej pokoju.
- Poczekaj Jasperku. - Zatrzymała mnie, a chłopacy siedzący na kanapie jednocześnie się odwrócili z taką samą zniesmaczoną miną. Rozumiem, co czuli bo mnie samemu zrobiło się niedobrze. Dziewczyna stanęła naprzeciwko mnie, patrząc mi się w oczy.
- Coś nie tak? Chcesz iść wolniej? - Zapytałem, z lekkim sarkazmem, bo ta cała sytuacja, zaczęła mi już działać na nerwy.
Nagle otworzyły się drzwi a w nich stanęła Nadia, Rose i All.
-o Alice już wróciłaś! - Krzyknął Bruno, prawdopodobnie po to by odstraszyć Rebekę. Niestety, zadziałało to w odwrotną stronę, bo poczułem jak blondyna mnie całuje w usta.
Natychmiast odepchnąłem Rebekę i odwróciłem się w stronę Alice, lecz niestety było już za późno. Zobaczyłem, jak patrzy na mnie wielkimi oczami pełnymi bólu i niedowierzania. Jeszcze nigdy, nie czułem, tak ogromnego smutku, płynącego od jednej osoby.
- Ne wierzę, że to zrobiłeś. - Wyszeptała i szybko pobiegła do swojego pokoju.
-Alice poczekaj to nie tak! -Krzyknąłem i popędziłem za nią.
Stanąłem przed drzwiami, blokując je, żeby Ally ich nie zamknęła.
- Z czego chcesz się tłumaczyć? - Wyszeptała, a łzy płynęły strumieniem po jej twarzy.*
- Z tego pocałunku na dole. - Powiedziałem.
- Nie ma po co, powinnam słuchać się mojego przeczucia. A ja, jak idiotka ci uwierzyłam. - Powiedziała, patrząc mi w oczy. - Proszę, daj mi spokój. - Wyszlochała. 
Odsunąłem się, a ona zatrzasnęła drzwi. Usłyszałem jak rzuciła się na łóżko i wybuchła płaczem, który łamał mi serce. Jak ja mogłem dopuścić do takiej sytuacji. Powinienem odgadnąć, jakie Rebeka miała zamiary. Jestem idiotą, a jedyne co mogę teraz zrobić, to błagać o wybaczenie i mieć nadzieję, że Alice będzie chciała mnie wysłuchać. Tak pogrążyłem się w moich przemyśleniach, że nie zauważyłem że Rosalie stoi koło mnie.
- Jasper, wytłumacz mi wszystko, a potem pójdę z nią pogadać. Ally, potrzebuję pobyć chwilę sama i wszystko przemyśleć. A ja muszę wiedzieć czy wstawić się za tobą czy porządnie skopać ci dupę. - Powiedziała poważnie.
* Wiemy, że w zmierzchu wampiry nie płaczą, ale u nas jest troszeczkę inaczej ;)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział 18 - Wszystko w porządku All?

 Cześć, mamy nadzieję, że będziecie zadowoleni z rozdziału.
Dziękujemy dwóm osobą, które tak jak prosiłyśmy skomentowały ostatni rozdział.
Jesteśmy szczęśliwe, bo myślałyśmy że piszemy dla jednej osoby, a okazało się, że komuś jeszcze
się to podoba. Dzisiaj jest troszeczkę krótszy rozdział i szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego, jakoś
tak wyszło. Mnie nie będzie w domu przez następne dwa tygodnie, ale rozdział prawdopodobnie się pojawi i nie będzie żadnych opóźnień. 
Zapraszamy do czytania :)
Małgosia i Luna  

Alice
Rano stwierdziliśmy, że musimy już wstawać. Ja chciałam dzisiaj wyjść z dziewczynami, a Jazzowi nie chciało się siedzieć samemu w pokoju. Zeszliśmy do salonu gdzie zastaliśmy wszystkich, oprócz Carlisle i Esme, którzy jak co weekend wybierali się na całodniowe polowanie, by spędzić trochę czasu sami. Usiadłam na kanapie obok Rose i Nadi, a Jasper wybrał fotel i zaczął rozmawiać z Brunem, Emmettem oraz Edwardem, o sporcie i samochodach.
- To co dziewczyny, chcecie się dzisiaj wybrać na to babskie spotkanie? - Zapytałam.
- Tak, według mnie nie ma co tego przekładać. - Powiedziała Rose, uśmiechając się do mnie.
- Rebeka, chcesz iść z nami? - Zapytała Nadia.
- Nie, dzięki. Wolę zostać w domu, na pewno znajdę sobie jakieś zajęcie. - Odpowiedziała, posyłając nam mały uśmieszek.
- No, to lecimy się przebrać, zaraz spotykamy się na dole i wyruszamy. - Powiedziała Rose, po czym każda z nas pobiegła do swojego pokoju.
Zdecydowałam, że ubiorę błękitną koszulkę zapinaną na guziczki, różową spódniczkę z paseczkiem i pasujące sandały. (ubranie)
Szybko założyłam przygotowane rzeczy i poszłam na dół, gdzie czekały już dziewczyny. Nadia miała na sobie luźną bluzkę z sercem, krótkie, jeansowe spodenki i błękitne trampki. (Nadia) Z kolei Rose ubrała białą bluzkę na ramiączkach, na którą założyła czarny, szeroki sweterek, bardzo krótkie spodenki z flagą oraz czerwone Conversy. (Rose)
- Co ty się tak wystroiłaś?  - Zapytała Nadia
- Myślałam, że możemy podskoczyć na jakąś imprezę, skoro jesteśmy bez chłopaków. - Odpowiedziałam, mrugając do nich.
- Ja ci dam imprezę, najpóźniej o dwudziestej masz być w domu. - Powiedział Jazz z miną groźnego ojca, a reszta chłopaków przyznała mu rację.
- Ale do dwudziestej, to się różne rzeczy mogą dziać. - Dopowiedziała Rose.
- Ech, kobiety. - Powiedział Emm.
 Zachichotałyśmy i poszłyśmy w stronę lasu. Stwierdziłyśmy, że najlepiej jeśli pójdziemy, poplotkować na polanę, gdzie kiedyś zabrał mnie Jasper. Gdy dotarłyśmy na miejsce usiadłyśmy, na środku i zaczęłyśmy rozmawiać o ubraniach i modzie.
- Według, mnie ta dziewczyna z telewizji powinna zmienić stylistę. - Powiedziała Rosalie.
- Masz racje, naprawdę nie wiem kto zmusił ją do założenia tej sukienki. - Odpowiedziałam i zauważyłam, że Nadia ma poważną i zamyśloną minę.
- Alice, ja przepraszam za Rebekę. - Zaczęła, patrząc na nas. - Jak ona sobie coś postanowi, to dąży do celu po trupach, próbowałam jej wyjaśnić, że nie powinna mieszać się w wasz związek i odpuścić. Powiedziała, że to nie moja sprawa i mam ją zostawić w spokoju. Pokłóciłyśmy się, ale to nic. Znam ją, niedługo znowu zacznie normalnie ze mną rozmawiać. Bardziej boję się o wasz związek, mam wrażenie, że ona tak szybko nie odpuści. Naprawdę uważaj Alice, bo widzę, że jesteście cudowną parą z Jasperem i nie chcę, żeby Rebeka was poróżniła lub skłóciła.
- Nadia, przecież to nie twoja wina, widzę jak ona próbuje zaimponować lub poderwać Jazza i już z nim o tym rozmawiałam. Chyba, na razie nie mam się o co martwić, jeśli zrobi coś bardziej niestosownego, niż delikatny podryw to z nią porozmawiam. Na razie sytuacja jest pod kontrolą. - Odpowiedziałam, posyłając jej uspokajający uśmiech. - Ale dziękuję za troskę.
- No dobra, skoro zaczęłyśmy już poważne tematy, to powiedzcie mi czy faceci już się was pytali o małżeństwo, czy nie? - Zapytała, trochę bardziej rozluźniona.
- Tak, ja już mam to dawno za sobą. - Odpowiedziała, uśmiechnięta Rose. - Po około pół roku znajomości mi się oświadczył.
- Ja nadal czekam, ale w końcu mamy całą wieczność, więc po co się spieszyć. - Powiedziałam. - A dlaczego pytasz?
- Mam wrażenie, że od jakiegoś czasu Bruno coś planuje. Jesteśmy razem już prawie rok, więc mam nadzieję, że niedługo mój chłopak się na coś zdecyduje. - Odparła, uśmiechając się nieśmiało.
- To by było super. Zostalibyście na dłużej, a ja zajęłabym się planowaniem wesela. Obiecaj, że jak ci się oświadczy to pozwolisz mi i Rose zorganizować imprezę. - Powiedziałam, patrząc na nią oczami proszącego pieska, a po chwili dołączyła do mnie Rosalie.
- No skoro tak wam na tym zależy, to obiecuje. - Odpowiedziała Nadia, przykładając sobie rękę do serca.
- Dziękuję! - Krzyknęłyśmy z Rose i rzuciłyśmy się na nią.
- Hahaha, dobra dziewczyny bo połamiecie mi żebra.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez jakiś czas, gdy odniosłam dziwne wrażenie, że jak najszybciej powinnyśmy wrócić do domu.
- Wydaje mi się, że czas już wracać. - Powiedziałam zamyślona.
- Wszystko w porządku All? - Zapytała, zaniepokojona Rosalie.
- Tak, mam tylko dziwne przeczucie, że powinnyśmy już iść. - Odpowiedziałam, nie mogąc pozbyć się podejrzanego uczucia.
- No to się zbieramy. - Odparła Nadia.
Ruszyłyśmy w stronę domu, rozmawiając o głupotach. Jako pierwsza dotarłam do drzwi, otworzyłam je, ale to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

poniedziałek, 4 lipca 2016

Rozdział 17 - Kogo wolisz, mnie czy te blond meduzę?

 Cześć, mamy nadzieje, że rozdział będzie się wam podobał.
Przepraszamy, jeśli nie jest za dobrze napisany, ale pisałam go już wcześniej dzisiaj
rano i cały mi się usunął, więc nie wiem czy po raz drugi nie napisałam gorzej. I mamy do was prośbę, jesteśmy ciekawe ile osób nas czyta więc pod tym rozdziałem, każdy kto go przeczytał, mógłby napisać jakiś komentarz. Prosimy, o chodziarz króciutkie ,,Czytam'', albo coś w tym, stylu. Zapraszamy do czytania.
Do zobaczenia.
Małgosia i Luna :)
Jasper
Po paru godzinach, razem z Alice stwierdziliśmy, że jest już popołudnie i musimy iść na polowanie. Pobiegliśmy do lasu, gdzie ustaliliśmy, że jak skończymy to spotkamy się na polanie i rozdzieliliśmy się, by sobie nawzajem nie przeszkadzać. Po trzech godzinach przyszedłem na umówione miejsce, w którym czekała już Ally i pobiegliśmy do domu. Po otworzeniu drzwi od razu usłyszeliśmy nieznane nam głos.
- Jasper, spóźniliśmy się. - Krzyknęła Alice i wbiegła do salonu, a ja wszedłem zaraz za nią.
Na kanapie siedziały dwie dziewczyny i jeden chłopak. Co nie było dla nas zadziwiające, ponieważ wizje mojej wampirzycy prawie zawsze się sprawdzają.
- Witam nazywam się Jasper a ta ślicznotka to Alice. - Powiedziałem, gdy wszystkie pary oczu w salonie zwróciły się w naszą stronę.
- Cześć . powiedziała Ally wyciągając rękę w kierunku gości.
- Dzień dobry jestem Bruno, ta blondyna to Rebeka, a szatynka to moja dziewczyna Nadia. - Powiedział, po czym podszedł do nas i uścisnął nam ręce. Następnie podeszła ciemnowłosa, przywitała się ze mną z dystansu i po chwili podeszła do Alice by ją przytulić. Potem Rebeka wstała podeszła do mnie, ścisnęła moją dłoń jednocześnie głęboko wpatrując mi się w oczy i uśmiechając się zalotnie. Od początku widziałam, że się na mnie patrzy, ale nie spodziewałem się takiego przywitania, szczególnie, że obok stała Alice.
 - Uuu, Jasper wpadł komuś w oko. - Usłyszałem kpiący głos Emmetta. Niespodziewanie miedzy mną a Rebeką znalazła się Alice, zabierając jej rękę od mojej i mocno ją ściskając.
 - Alice jestem, dziewczyna Jaspera.- Powiedziała uśmiechając się słodko. Po czym odwróciła się do mnie, złapała mnie za rękę i poprowadziła do fotela. Wiedziałem czego oczekiwała, więc szybko na nim usiadłem wciągając ją na swoje kolana i całując w policzek. W nagrodę otrzymałem szeroki uśmiech od mojej wampirzycy.
- To super, że jesteście parą. Może wybierzemy się na potrójną randkę? Co wy na to Alice, Rose? - Zapytała Nadia.
- Świetny pomysł, tylko gdzie pójdziemy? Bo raczej nie ma sensu iść do restauracji. - Odpowiedziała Alice.
- Zawsze możemy się wybrać na jakąś pumę.- Powiedziała Nadia, mrugając do dziewczyn.
Zauważyłem w tedy, że nasi goście mimo, że są Nomadami, to nie piją ludzkiej krwi ,tylko są ,,wegetarianami'', tak jak my.
- Ja jestem na tak, ale mam jeden warunek. - Oznajmiła Rose. - Robimy sobie babskie spotkanie i nie zabieramy mężczyzn ze sobą. Bo im to by nawet stado pum nie wystarczyło, nie mówiąc o jednej.
Wszyscy się zaśmialiśmy i przyznaliśmy jej rację.
Rozmawialiśmy jeszcze trochę na różne tematy. A Rebeka prawie cały czas patrzyła się na mnie i ,,słodko'' się uśmiechała. Gdy się rozchodziliśmy, zaczęliśmy uzgadniać, kto, jaki zajmuje pokój (Carlisle i Esme, oczywiście zgodzili się by goście zostali z nami przez jakiś czas) i okazało się, że przez najbliższe parę tygodni będę miał pokój z Alice. Cieszyłem się z tego, ponieważ i tak prawie cały czas spędzamy razem, więc to nie będzie duża zmiana i wiedziałem, że jeśli Rebeka będzie mi się narzucała, moja dzielna dziewczyna szybko załatwi tą sprawę. Ally mimo, że jest cudowna, wesołą i optymistyczna, to gdy ustali sobie jakiś cel, to lepiej jej w nim nie przeszkadzać, bo inaczej biedny twój los. Potem wszyscy poszli do swoich pokoi, a ja zacząłem przenosić swoje rzeczy do pokoju obok, gdzie All odbierała je ode mnie i układała.
- No, to już ostatnie pudełko. Może w nagrodę za naszą ciężką pracę, dasz się zaprosić na wieczorny spacer? - Zapytałem.
- Oczywiście sprawię ci ten zaszczyt. - Odpowiedziała żartobliwie i ukłoniła się, jednocześnie chichocząc. - Tylko daj mi dwie minuty, żebym się przebrała.
- Na ciebie, będę czekał nawet trzy. - Powiedziałem śmiejąc się.
Po chwili All przyszła ubrana w czerwony sweter i szpilki oraz w białe spodnie.(ubranie)
Wyglądała pięknie, jak zawsze.
- Skarbie wiesz, że idziemy na spacer do lasu? A ty założyłaś bardzo wysokie szpilki, w których normalny człowiek by się zabił. - Zapytałem.
- Oj Jazz, ale ja jestem wampirem i gdybym ich nie założyła, nie mogła bym zrobić tego, - Stanęła koło mnie i pocałowała mnie mocno w usta. - bez stawania na palcach. A teraz mogę, spójrz jaka wygoda.
- Oj ,ja bym coś z tym wykombinował. - Wymruczałem, chwyciłem ją w pasie i posadziłem na swoich biodrach, tak że jej twarz była zaraz przy mojej. Po czym pocałowałem ją długo i namiętnie.
- Okej, twój sposób też jest dobry, ale te szpilki są piękne. - Zachichotała i zeskoczyła ze mnie. - Ale mieliśmy iść na spacer, więc czekam.
Wyciągnęła rękę w moją stronę, chwyciłem ją i wyszliśmy na dwór. Szliśmy przez las, w stronę pobliskiego miasteczka. Była piękna pogoda, księżyc świecił i dodawał uroku naszemu spacerowi. W miasteczku panował spokój, nie było zbyt dużo ludzi na ulicy tylko od czasu, do czasu jakiś kot lub bezpański pies przebiegł nam drogę.
- Kotku, czy ty mnie jeszcze kochasz? - Zapytała się All
- Co to za pytanie. - Odpowiedziałam zdziwiony.
- A kogo wolisz, mnie czy te blond meduzę, która cię dzisiaj podrywała?
- Ally, to chyba oczywiste i nie muszę odpowiadać ci na to pytanie.
- A w skali jeden do dziesięciu, jak ją oceniasz do mnie?
- Ani trochę, nie rozumiem skąd takie pytania i wątpliwości! - Zatrzymałem się i patrzyłem na nią zdenerwowany.
- Mam wrażenie, że wymigujesz się od odpowiedzi. - Powiedziała patrząc na mnie z pod przymrużonych powiek.
- Od niczego się nie wymiguje. Alice, gdybym wolał ją, to jak myślisz, z kim byłbym teraz na spacerze? - Zapytałem retorycznie.
- No tak, ale...
- Żadnych ale, nie musisz być zazdrosna o nikogo, ja i tak widzę tylko ciebie. - Powiedziałem patrząc na nią z miłością.
- Nic nie poradzę, że denerwuje mnie jak jakaś zołza cię podrywa i to jeszcze perfidnie na moich oczach. - Powiedziała broniąc się.
- Spokojnie, mnie też to irytuje, a poza tym, nie podobają mi się blondynki. - Powiedziałem z łobuzerskim uśmiechem obejmując ją ramieniem.
Spacerowaliśmy jeszcze trochę czasu rozmawiając o głupotach, po czym wróciliśmy do domu, by dokończyć to co zaczęliśmy przed wyjściem.
 

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział 16 - Czy w tym domu można mieć choć trochę prywatności?

Hej, mamy nadzieję, że będziecie zadowoleni z rozdziału.
Dodajemy trochę wcześniej, ponieważ zdążyłam napisać cały w weekend
  Chyba nie muszę powtarzać, zasad dodawania nowych rozdziałów, więc zapraszam do
czytania i do zobaczenia niedługo. 
Chciałybyśmy, jeszcze podziękować Misi za dzielne komentowanie
naszych rozdziałów od jakiegoś czasu, bo to tak naprawdę, dzięki niej nadal piszemy 
oraz zapraszamy do jej opowiadania o Belli. http://bella-and-cullenowie.blog.pl/
Małgosia i Luna
 Alice
Gdy Jazz wnosił mnie po schodach nie mogłam opanować śmiechu. Postawił mnie dopiero przy 
drzwiach od mojego pokoju, i dał mi całusa w policzek.
- Mogę wejść? - Zapytał 
- No jasne, nie musisz się pytać. - Odpowiedziałam
Po wejściu do pokoju usiedliśmy na łóżku, a Jasper odwrócił się w moją stronę i chwycił mnie za 
ręce. Po jego minie widziałam że ma mi do przekazania złe wieści.
- Co się stało misiu?
- Mogę cię o coś zapytać?
- No jasne pytaj, o co chcesz. - Zachichotałam i dodałam . -No nie denerwuj się tak, na pewno to nie jest tak straszne, jak ci się wydaje.
- Ale nie będziesz zła, jak ci to powiem? 
- Zależy co to będzie za wiadomość. Jasper mów co przeskrobałeś, bo zaczynam się bać. - Powiedziałam lekko zwężając oczy, ale na ustach cały czas miałam mały uśmieszek.
- Błagam, następnym razem weźcie Emmetta na zakupy, zamiast mnie. Proszę, kochanie. 
Spojrzałam na niego, nie kryjąc zdziwienia.
- A to Emmett jest moim chłopakiem, czy ty? - Zapytałam z wyrzutem 
- Właśnie! - Odezwał się Emmett.
Wstałam i po cichu podeszłam do zamkniętych drzwi. Położyłam rękę na klamkę i gwałtownie je otworzyłam. Po paru sekundach Emmett leżał na podłodze z wielkim uśmiechem machając do mnie ręką.
- Czy w tym domu można mieć choć trochę prywatności? - Zapytałam patrząc na Emma.
 - Nie liczyłbym na to Alice - Powiedział ze śmiechem Edward, który właśnie przechodził korytarzem. 
- Zupełnie jak dzieci. - Westchnęłam i przekraczając leżącego na mojej podłodze Emmetta, wyszłam
z pokoju. Schodząc schodami na dół usłyszałam wołanie Jaspera.
- Kochanie, to co z tymi zakupami?
- Nie wywiniesz się tak łatwo Jazz. 
Po chwili usłyszałam, że Emmett zaczął się śmiać jeszcze głośniej.
- Ale, pogadam z Rose i następnym razem Emmett pójdzie z nami. Robimy to wszystko dla ciebie Jasper, żebyś nie czuł się samotnie oraz dlatego, że planuje jechać z Rosalie do jednej z większych galerii, więc bez urazy skarbie, ale wątpię, że uniesiesz wszystkie nasze torby. - Powiedziałam, gdy 
nagle dostałam wizję i osunęłam się na ziemię.
Zobaczyłam dwie wampirzyce i wampira, którzy wchodzą do naszego domu i się z nami witają. Obie były piękne, ale poza tym bardzo się różniły ,jedna sprawiała wrażenie bardzo pewnej siebie i trochę próżnej, miała piękne, puszyste blond włosy, pełne usta i duże oczy.( 1 zdjęcie) (2 zdjęcie) Z kolei druga wyglądała na bardzo miłą, miała delikatne rysy twarzy, którą okalały długie, ciemno brązowe, falowane włosy. ( zdjęcie). Koło niej stał przystojny brązowowłosy mężczyzna, wyglądał trochę groźnie, ale wydawało mi się, że to tylko pozory. Trzymał ciemnowłosą kobietę za rękę, dzięki czemu wywnioskowałam, że są parą. (zdjęcie)  Oczywiście wszyscy mieli figurę, której pozazdrościłaby nie jedna modelka lub model. Na szczęście przewidziałam, że nie będą mieli żadnych złych zamiarów, są po prostu ciekawi, dlaczego w jedynym domu przebywa tak dużo wampirów.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że siedzę na kolanach u Jaspera, a on patrzy na mnie zaciekawiony. Zresztą nie tylko on, byliśmy w salonie, razem z wszystkimi członkami rodziny, oprócz Carlisla. Szybko opowiedziałam im, ze szczegółami, o czym była moja wizja.
- Kiedy mają przyjść? - Zapytał Jasper.
- Nie wiem dokładnie, ale wydaje mi się, że dzisiaj wieczorem. - Odpowiedziałam patrząc na niego niepewnie.
- To dobrze, bo wtedy będzie Carlisle, a on zawsze załatwia takie sprawy. - Powiedziała Esme z ulgą w głosie. - Jest doskonałym mówcą i na pewno się z nimi dogada.
- A może zostaną na trochę? - Zapytałam. - Mogłabym z Rose pokazać im okolicę.
- Alice, wszyscy wiemy, że dla ciebie pokazanie okolicy, to pójście do centrum handlowego. - Powiedział Edward.
- Myślę, że one nie miałyby nic przeciwko temu. - Odpowiedziałam i wytknęłam mu język.
- Ja jestem za pomysłem Alice. Tylko mam nadzieję, że mimo to, że są Nomadami, znają się choć trochę na modzie. - Powiedziała Rose uśmiechając się do mnie.
- Jak się nie znają, to się tym zajmiemy. - Oznajmiłam, podskakując na kolanach Jaspera z podekscytowania.
- Ally proszę cię, twoje emocję są zbyt mocne i zaczyna mnie boleć głowa. Kobieto jak bardzo można cieszyć się z zakupów. - Wyjęczał Jazz z miną męczennika.
- Jasper, jak myślisz, że masz źle, to spróbuj przez chwilę posłuchać jej myśli. Człowieku ona wręcz krzyczy z radości. - Powiedział Edward krzywiąc się.
- Oj nie przesadzajcie nie jest tak źle. - Powiedziałam posyłając słodki uśmiech do Jaspera i całując go w policzek. - A ty Edward, jak masz jakiś problem, to wywalaj z mojej głowy!
- Oj nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał. - Odpowiedział.
Wzruszyłam ramionami patrząc się na Edwarda, wzięłam Jaspera za rękę i zaprowadziłam go do mojego pokoju, gdzie zajęliśmy się sobą.

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 15 - Co to do cholery jest ombre!

Cześć, mamy nadzieję, że rozdział wam się spodoba.
I od razu tłumaczymy się, że nie dodałyśmy go wcześniej nie z powodu lenistwa
 ( bo był gotowy już w weekend), a dlatego że miałam zepsuty komputer i nie mogłam nic dodać.
 Na szczęście do dzisiaj udało mi się to wszystko ogarnąć. Czekamy na komentarze i do zobaczenia za maks. dwa tygodnie. Zapraszamy do czytania.
Małgosia i Luna

Jasper
 Gdy przestałem się śmiać poszliśmy z Emmettem do salony, by obejrzeć mecz. Siedzieliśmy tak około godzinę, gdy usłyszałem krzyk Alice.
- JASPERZE WHITLOCKU LUB CULLENIE, MASZ W TEJ CHWILI ZNALEŹĆ SIĘ W SWOIM POKOJU BO NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!!!
- Uuuu, coś przeskrobałeś bracie. - Zaśmiał się Emmett.
Pobiegłem szybko do Alice, być może jest wesoła i pozytywnie nastawiona do wszystkiego, ale lepiej jej nie denerwować bo robi się naprawdę niebezpieczna.
- Co się stało kochanie? - Zapytałem, gdy zobaczyłem ją stojącą w drzwiach mojej garderoby.
- JA CI ZARAZ DAM KOCHANIE CYMBALE, NIE ZADAWAJ GŁUPICH PYTAŃ TYLKO MÓW GDZIE JEST TWOJA CIEMNO CHABROWA KOSZULA, KTÓRĄ MIAŁEŚ WZIĄĆ Z HOTELU GDY WYRUSZYLIŚMY DO CULLENÓW.
- Oj, chyba jej zapomniałem. - Oznajmiłem ale widząc wzrok Ally, postanowiłem się jakoś usprawiedliwić. - Myszko, dałaś mi bardzo mało czasu na spakowanie i najwyraźniej jej nie zauważyłem.
- Zabije cię, poćwiartuje na kawałeczki a następnie spale. - Syknęła.
-  Mogło być gorzej. - Szepnąłem i już zacząłem wychodzić z pokoju, gdy usłyszałem Alice.
- Chyba mam lepszy pomysł - Powiedziała z uśmiechem i groźnym błyskiem w oku. - pojedziesz ze mną i Rose na zakupy do największego centrum handlowego jakie znajdę w pobliżu. Będziesz nosił wszystkie siatki bez marudzenia i jęczenia.
- A jeśli się nie zgodzę? - Zapytałem, chociaż wiedziałem, że jestem z góry skazany na porażkę.
- To wtedy masz zakaz dotykania mnie przez najbliższe trzy miesiące, zaczynając od buziaków w policzek kończąc na kochaniu się i nie myśl, że twoje proszące oczka zrobią na mnie jakiekolwiek wrażenie.
- Nie możesz tego zrobić. - Powiedziałem bez przekonania w głosie.
- A chcesz się przekonać? - Zapytała przygryzając wargę i uśmiechając się złośliwie.
- O kurde stary, masz dziewczynę z jajami. Dobrze, że moja Rose jest milsza. - Krzyknął Emm z dołu.
- Jeśli zaraz się nie zamkniesz, to zobaczysz jaka jestem miła. - Syknęła Rose. - Tak trzymaj Alice, facetów trzeba trzymać krótko. Najpierw zapomną o czymś do ubrania, potem o rocznicy a następnie o twoim istnieniu. Całkowicie cię popieram i szczerze mówiąc dawno nie byłam w żadnym centrum handlowym.
- Kiedy jedziemy na te zakupy? - Zapytałem ze zrezygnowaniem.
- Za dziesięć minut masz być w salonie, ja się tylko przebiorę i zaraz zejdę. - Odpowiedziała.
Zeszedłem na dół z miną cierpiętnika i zrezygnowany usiadłem na kanapie.
- Oj stary, nie jest aż tak źle. Mogła cię zabrać na jakiś tygodniowy pokaz mody. - Zażartował Emmet
- Nie dobijaj mnie, nadal jest na mnie zła, a ty tylko podsyłasz jej pomysły. - Jęknąłem.
Po chwili zobaczyłem jak dziewczyny schodzą po schodach gotowe na zakupy. Rose miała na sobie poprzecierane jeansy, czarny top, sweter i buty na obcasie (ubranie Rose)
A Alice wyglądała, jakby dopiero co zeszła z wybiegu, była ubrana w zwiewną kremową koszulkę, bordowe spodnie, jeansową kurtkę i sandałki. ( Ubranie Alice)
- Jesteśmy gotowe. Emm jedziesz z nami? - Zapytała All
- Nie ja mam jeszcze parę takich spraw do zrobienia. Bardzo, bardzo ważnych, więc no ten, ja już muszę lecieć. Pa! - Powiedział Emmett i wybiegł z domu.
- Mężczyźni. - Powiedziały w tym samym momencie Rosalie i Alice, a następnie przewróciły oczami. 
Wsiedliśmy do samochodu blondyny i uwierzcie mi, pół godziny w samochodzie z dwoma kobietami kochającymi modę, to zdecydowanie za dużo. Jeszcze rozumiem rozmowę o tym ile chcą kupić bluzek i tak dalej, ale ja nie znałem praktycznie wszystkich kolorów, które one wymieniały. I niech ktoś mi do cholery powie co to jest ombre!  
Po 6 godzinach, w końcu wróciłem do domu i padłem na kanapę w salonie.
- Nigdy więcej, chociażbym miał biegać nago dookoła świata ludzkim tempem, nigdy więcej nie pójdę z nimi na zakupy.
- Hahahaha, chciałbym to zobaczyć. Jestem ciekawy ile mielibyśmy wyświetleń gdybym dodał to na YouTube. - Powiedział Emmett.
- Nie ciesz się tak skarbie, następnym razem to ty jedziesz z nami. - Powiedziała Rose, głosem ociekającym słodyczą.
- Pobiegniemy razem stary. - Wyszeptał do mnie Emmett, a następnie wziął blondynkę za rękę i poszli do góry.
- Jazzie, pomożesz mi zanieść te torby do góry. Proszę. - Powiedziała Alice, uśmiechając się do mnie delikatnie.
- Oczywiście księżniczko. - Podszedłem, pocałowałem ją w policzek i wypełniłem swoje zadanie. Gdy byłem na szczycie schodów, spojrzałem w dół i zobaczyłem Ally, która wyciągała ręce w moim kierunku. Więc podbiegłem do niej i przerzuciłem sobie przez ramię, a cały dom wypełnił się jej chichotem. 

czwartek, 26 maja 2016

Rozdział 14 - Stary, ale cię zgasiła.

Cześć, mamy nadzieję, że rozdział będzie się wam
podobał. Wracamy do pisania po dłuższej przerwie, ale
mamy nadzieje, że nie wyszłyśmy z wprawy. Następny rozdział 
pojawi się, tydzień lub maksymalnie dwa tygodnie po dodaniu przez was komentarza.
Wchodzimy na bloga codziennie, więc nie ma możliwości żebyśmy go nie zauważyły.
Pozdrawiamy Małgosia i Luna.

Alice
Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Wolnym krokiem ruszyliśmy w stronę lasu i przez dłuższą chwilę, podążaliśmy w kierunku wyznaczonym przez Jaspera. W końcu ciekawość wzięła górę nad dobrymi manierami i zaczęłam go wypytywać.
- Powiedz w końcu gdzie mnie zabierasz.
- Trochę cierpliwości Ally.
- Oj, Jazz ja nie wiem czy dobrze się ubrałam, spójrz na moje obcasy. Jeśli teraz mi powiesz to będę jeszcze mogła wrócić się do domu i je przebrać. -Wymyśliła, szybko historyjkę.
- Znam twoje sztuczki kotku, niczego ze mnie nie wyciągniesz. - Powiedział dumny, że mnie przechytrzył.
- To chociaż przestań blokować moje wizje. - Poprosiłam.
- Chciałabyś.- Odpowiedział.
- A daleko jeszcze? - Jęknęłam.
- Alice, zachowujesz się jak dziecko! - Krzyknął rozbawiony.
- W sumie to nie wiem ile miałam lat jako człowiek, może jestem jeszcze niepełnoletnia. I mogę się założyć, że moja mama uczyła mnie żeby nie chodzić nigdzie z obcymi, więc jeśli zaraz nie powiesz mi gdzie idziemy to się wrócę. - Zagroziłam.
W tej chwili Jazz zatrzymał się i przycisnął swoje usta do moich na parę krótkich sekund.
- Wytrzymaj jeszcze parę minut, to już niedaleko. - Wyszeptał i pociągnął mnie za sobą.
Byłam zbyt oszołomiona, żeby dalej się z nim kłócić. ,,Skurczybyk ma nade mną całkowitą władzę'' pomyślałam rozdrażniona.
Po chwili zobaczyłam, że las się przerzedza i ujrzałam polanę, która była ogromna i pełna kolorowych kwiatów. Miałam wrażenie jakbym stała na brzegu ogromnego morza tulipanów, fiołków i stokrotek, a połyskująca rosa przypominała mi magiczny pył. Nad koronami drzew przebłyskiwały promienie zachodzącego słońca. A nieopodal było widać malutki strumyczek, który szumiał tak pięknie jak by był zaczarowany specjalnie dla nas.
- Jezu, jak tu pięknie - Wyszeptałam zauroczona magią tego miejsca.
- Ciesze się, że ci się podoba skarbie.  
Wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę koca na którym stały dwa kieliszki i butelka wina. Usiedliśmy, a Jasper nalał nam trochę alkoholu.
- Jazz, wiesz, że wampiry nie piją ludzkich napojów nawet jeśli jest to wino? - Zapytałam patrząc na niego jak na wariata.
- Alice, nie jestem idiotą, to jest specjalny alkohol pomieszany z krwią. Emmett mówił, że bardzo dobry. Spróbuj. - Wytłumaczył, podając mi jeden kieliszek.
Niepewnie wypiłam łyka i okazało się, że jest to najlepsza rzecz jaką w życiu próbowałam. Szybko uporaliśmy się z całą butelką, rozmawiając i śmiejąc się przez cały czas. Po chwili podeszliśmy do strumyczka i patrzyliśmy na płynące rybki, gdy nagle Jasper popchnął mnie i wpadłam prosto do wody.
- Zabiję cię! Przysięgam, że nie dożyjesz do następnej wiosny! Jak mogłeś to zrobić, to była jedna z moich ulubionych sukienek. Spójrz tylko jak ja wyglądam, jestem cała mokra, a sukienka przykleiła mi się do ciała przez co wyglądam jak bym miała na sobie jakiś brzydki strój kąpielowy! - Zaczęłam na niego krzyczeć.
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać a co do sukienki, to zaraz się nią zajmę.-Wymruczał.
 Wyciągnął mnie z wody i jednym szybkim ruchem zdjął moje ubranie. Ja oczywiście nie pozostałam mu dłużna, więc po chwili leżeliśmy nadzy na trawie całując się. Chyba nie muszę mówić co działo się potem.
Spędziliśmy na polanie całą noc, ale rano postanowiliśmy, że reszta może się o nas martwić, więc zaczęliśmy się ubierać. Jasper ma szczęście, że nie podarł mojej sukienki, bo wtedy jego los byłby tragiczny. Spacerem wróciliśmy do domu, ale niestety w salonie spotkaliśmy Edwarda.
- Musieliście się nieźle bawić skoro nie było was całą noc. - Powiedział.
- To nie twoja sprawa, a przez Jaspera dzisiaj nie jestem w humorze, więc dobrze ci radze lepiej się zamknij. - Warknęłam.
- Oj, nie w humorze?  Mam nadzieję, że łąka jeszcze jest zdatna do użytku, bo bardzo ją
lubiłem. - Powiedział i westchnął teatralnie.
Sfrustrowana zdjęłam swojego buta i rzuciłam nim prosto w głowę rudego. Biedaczek, nic nie wyczytał z moich myśli, ponieważ podjęłam spontaniczną decyzje. Chociaż muszę przyznać, że widok Eddiego z ogromnym zdziwieniem na twarzy był cudowny i od razu poprawił mi się humor.
- Takie rzeczy bratu robić? Jak powiem rodzicom to dostaniesz szlaban i zobaczymy czy wtedy będziesz taka wesoła. - Zagroził, mówiąc tonem pięciolatka.
- Pff.. Zna mnie parę godzin i już myśli, że ma względem mnie jakieś prawa i że może mi grozić. A poza tym jestem od ciebie młodsza, a jak wiadomo młodsi mają większe fory, tym bardziej, że jestem dziewczynką, więc nie rób sobie nadziei. - Powiedziałam i wytknęłam mu język.
Odwróciłam się, żeby pójść do swojego pokoju i się przebrać, lecz gdy tylko to zrobiłam, ujrzałam Jaspera i Emmetta leżących na podłodze i śmiejących się. Pokiwałam głową rozbawiona i weszłam na piętro. Jeszcze zanim zamknęłam się w pokoju, usłyszałam Emmetta.
- Stary, ale cię zgasiła. - Wydusił i znowu zaczął się śmiać.


poniedziałek, 23 maja 2016

Usprawiedliwienie

Witamy wszystkich obecnych, wiemy że spodziewaliście się dzisiaj nowego rozdziału, ale będziecie bardzo źli jak pojawi się on w piątek dłuższy?
Nie chciałabym się rozpisywać i za bardzo tłumaczyć ( bo robią to tylko winni), ale teraz pod koniec roku szkolnego mamy bardzo dużo nauki oraz prac pisemnych w szkole. Miałam nadzieję, że wszystko się do dzisiaj jakoś ułoży ale prawda jest taka, że codziennie piszemy jakieś opowiadania, rozprawki czy Bóg wie co, więc nie do końca chce nam się pisać jeszcze coś na bloga. Mamy bardzo trudny ten tydzień ( czyli do środy), ale w przyszłym tygodniu będzie mniej tych sprawdzianów i prac pisemnych ( mam nadzieję, że nauczyciele trochę ochłoną) więc dodamy następny rozdział na pewno w piątek i wtedy dogadamy się co do następnych terminów. Mamy nadzieję, że nas zrozumiecie, mamy bardzo dużo pomysłów na to opowiadanie ale nie chce nam się ich wcielić w życie pomiędzy tymi wszystkimi zajęciami.
Przepraszamy! 
Do zobaczenia Małgosia i Luna.

piątek, 22 kwietnia 2016

Ważna informacja.

Cześć, wiemy że w zeszłym tygodniu powinien być rozdział, ale zdecydowałyśmy że takie pisanie nie ma sensu, wstawiłyśmy 13 rozdziałów a tylko pod dwoma dostałyśmy jakiekolwiek komentarze. Widzimy, w statystykach że ktoś tu wchodzi i mamy jedną osobę obserwującą, więc łudzimy się że ktoś to jednak czyta, ale przechodząc do sedna sprawy zadecydowałyśmy że teraz nowe rozdziały będą się pojawiały jak pod poprzednim rozdziałem będzie chociaż jeden komentarz, nie wymagamy dużej liczby ani pisania wypracowań, wystarczy jak chociaż jedna osoba która chce poznać kontynuację naszego opowiadania i jest ciekawa co dalej wymyślimy zostawi chociaż króciutki komentarz ( nie ważne czy pozytywny czy negatywny). Nie będziemy wymigiwać się brakiem weny bo tej mamy aż nad to, po prostu brakuje nam chęci na wstawianie bez jakiegokolwiek działania z waszej strony. Więc umówmy się że  następny rozdział będzie maksymalnie tydzień po uzyskaniu od was komentarza ( np. jeżeli pod nieważne kiedy wstawionym rozdziale będzie komentarz załóżmy 1 maja to my mamy czas do 7 maja żeby wstawić następny rozdział.) I nie myślcie że jeśli przez miesiąc nie było żadnej aktywności z naszej strony, to blog jest zawieszony, ja obiecuje że co najmniej raz na tydzień będę wchodziła i sprawdzała czy ktoś z was zostawił po sobie znak, może się też zdarzyć że np. ktoś  skomentuje dopiero we wrześniu czy jeszcze później, w takim wypadku powrócimy na tego bloga z nowymi pomysłami. My już zrobiłyśmy co do nas należało i wstawiłyśmy początek tej historii jeśli komuś przypadła ona do gustu czekamy na informacje o tym. Teraz wasza kolej żeby się wykazać.
Mamy nadzieje że do zobaczenia niedługo 
Małgosia i Luna.

piątek, 1 kwietnia 2016

Rozdział 13 - To mój pokój!

Cześć, nie wyrobiłyśmy się na święta ale za to dzisiaj jest w miarę długi rozdział.
Zauważyłyśmy, że obserwuje nas jedna osoba, konkretniej Wiktoria i mamy nadzieję, że skomentujesz chociaż paroma słowami nasze wypociny. Byłoby nam bardzo miło gdybyśmy dostały jakiś pozytywny komentarz, albo gdyby ktoś nam wytknął jakie robimy błędy. Jesteśmy początkujące, a to nasz pierwszy blog więc chętnie przeczytałybyśmy wszystkie rady i postarałybyśmy się to naprawić. 
Życzymy wam miłego weekendu i ogólnie całych 2 tygodni,
do zobaczenia ( albo raczej napisania) 
Małgosia i Luna.

 Jasper
-Mamy gości? - Zapytał jeden z nich mrużąc oczy.
-Tak, to jest Alice i Jasper. Za chwilę zrobimy głosowanie, żeby zadecydować czy mogą z nami zamieszkać. - Wyjaśniła Rose.
Chwile patrzyliśmy tak na siebie aż zrobiło się trochę drętwo i niezręcznie, ale Alice rozładowała atmosferę wybuchając śmiechem.
- To może wy się przedstawcie, a my będziemy udawać, że nie znaliśmy wcześniej waszych imion i przejdziemy do opowiadania swoich historii, zamiast stać i się na siebie patrzeć? - Zapytała.
- Lubie ją. - Wyszeptał umięśniony wampir do rudowłosego. - Więc tak, ja jestem Emmett, ten co stoi obok mnie to Edward, a tamten blondyn to Carlisle.
-Hej. - Przywitał się miedziano włosy Edward
-Dzień dobry. - Odezwał się Carlisle.
Usiedliśmy razem na kanapie i  zaczęliśmy opowiadać swoje historie.
- Więc może ja zacznę, ponieważ moje życie nie było za długie. - Zaproponowała Alice. - Obudziłam się w lesie, nie pamiętając nic ze swojego ludzkiego życia, a w ręce miałam list z którego wywnioskowałam że mam na imię Alice. Po chwili przed oczami pojawiła mi się wizja w której zobaczyłam Jaspera i zadecydowałam, że muszę go odnaleźć. Szukałam go przez dość długi czas, ale Jazz cały czas zmieniał zdanie, przez co moje wizje były niewyraźne albo co chwilę się zmieniały i nie mogłam odgadnąć miejsca gdzie przebywa. Pewnego dnia zobaczyłam jak wchodzi do baru, który był niecały kilometr ode mnie, więc ruszyłam w tamtą stronę. Czekałam parę godzin, aż nagle pojawił się w drzwiach, więc nie myśląc dużo pobiegłam do niego i zaczęliśmy rozmawiać. Wydaje mi się, że na początku wziął mnie za wariatkę bo gadałam jak najęta, cały czas się uśmiechałam i oczywiście zapomniałam się przedstawić. - Zachichotała i mrugnęła do Esme, która odpowiedziała jej ciepłym uśmiechem. - Potem namówiłam Jazza, żeby został ze mną i was odszukaliśmy. Koniec mojej historii.
- Hmm.. więc teraz moja kolej. Może opowiem wam w skrócie tylko moje wampirze życie. Zmieniła mnie kobieta, która miała na imię Maria, razem ze swoimi dwoma koleżankami tworzyły armię nowo narodzonych. Ja jako człowiek byłem majorem w wojsku więc pomyślały, że przydałby im się taki ktoś do trenowania ich żołnierzy. Pomagałem im przez jakiś czas, ale zobaczyłem, że to nie dla mnie i nie umiem cały czas zabijać i być po prostu potworem. Uciekłem od Mari i wędrowałem po mieście bez żadnego pomysłu czy planu na ,,życie" i wtedy poznałem Alice, na początku nie wiedziałem co się ze mną dzieje, pojawia się jakiś chochlik i przewraca moje życie do góry nogami, a co najdziwniejsze mi się to podobało, więc wysłuchałem jej próśb i wyjaśnień, a nawet parę razy na mnie nakrzyczała. Nie miałem wyboru i poszedłem z nią, to była najlepsza decyzja w moim życiu. - Alice uśmiechnęła się do mnie ciepło i chwyciła mnie za rękę. - I zapomniałem jeszcze dodać, że mam dar, umiem odczytywać emocje ludzi i wampirów oraz wpływać na nie.
 - Okej, w takim razie myślę, że możemy zacząć głosowanie, a potem wypytam was o te cudowne umiejętności. - Powiedział Carlisle. - Ja jestem za tym żebyście zostali.
- Ja też, fajnie będzie w końcu mieć siostrę i może trochę normalniejszego brata. - Oznajmiła Rosalie.
- Oczywiście że macie z nami zamieszkać, im więcej osób tym weselej. - Powiedział Emmett z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Z chęcią przygarnę jeszcze dwójkę dzieci. - Oznajmiła Esme patrząc na nas z matczyną miłością.
- Jak wszyscy, to wszyscy. Ja też jestem za. - Powiedział Edward.
- Dziękujemy, to naprawdę wiele dla nas znaczy. - Wyznała Alice.
- To co grupowy misiek! - Krzyknął Emmett i już po chwili wszyscy byliśmy w niedźwiedzim uścisku. Dobrze, że wampiry nie potrzebują tlenu do życia.
Rozmawialiśmy jeszcze parę chwil po czym wszyscy się rozeszli do swoich pokoi. Chwyciłem za rękę Alice i weszliśmy schodami na pierwsze piętro. W drzwiach od naszego pokoju stał Edward, więc podszedłem do niego.
-Co jest? - Zapytałem.
-To mój pokój. Co tu robią te damskie ciuchy i gdzie są moje rzeczy?! - Zapytał zdenerwowany Edward.
-To moje rzeczy i mój pokój, Rose pozwoliła mi tu zamieszkać. - Wyjaśniła Alice
-Ale to ja tu mieszkałem od paru miesięcy! Blondyna do mnie! - Wrzasnął wołając Rosalie, po czym zszedł na dół.
Westchnąłem i usiadłem na kanapie. Po chwili dołączyła do mnie Alice, wpatrując mi się w oczy.
-Jesteś głodny. - Bardziej stwierdziła, niż zapytała.
-Troszkę ale tym zaraz się zajmiemy, mam do ciebie pytanko, a raczej propozycje.- Zacząłem -Ostatnio dużo się dzieje w naszym  życiu...
-Życiu? - Przerwała mi dziewczyna.
-No wiesz o co mi chodzi, więc tak noo yyy..
- No wyduś to z siebie. - Zachichotała Alice
-Czy chciała był się dziś wieczorem spotkać, ale tak sam na sam? - Zapytałem niepewnie.
-No oczywiście że tak, ale czy to ma być randka? - Zapytała i posłała mi szeroki uśmiech.
-A coś nie tak? - Zapytałem z wahaniem.
-Nie, nie, tylko na randkę muszę się inaczej ubrać niż na zwykłe spotkanie więc wole mieć pewność.
-Ok rozumiem to będzie randka, tylko nie spodziewaj się zbyt wiele raczej nie należę do romantyków. -Wyjaśniłem
-Okej, zrozumiałam, a teraz sio! Muszę się przygotować, zostało mi bardzo mało czasu. Och, musiałeś powiedzieć wszystko w ostatniej chwili? - Wyjęczała Alice.
-Ale kochanie masz jeszcze parę dobrych godzin.
-no właśnie parę godzin. A ty ubierz ten t-shirt w paseczki z brązowymi wstawkami. (Ubranie Jaspera), i możesz zawołać Rosalie.
-Ok.
Wstałem i stwierdziłem, że nie ma sensu pytać się czy ma ochotę pójść ze mną na polowanie bo doskonale wiedziałem jaka będzie jej odpowiedź.
Wyszedłem na korytarz i usłyszałem jak Edward i Rosali się na dole kłócą z powody pokoju ale stwierdziłem ze nie będę w to ingerować ponieważ moje kochanie jest zbyt uparte, a to pomieszczenie ma zbyt dużą szafę więc Alice nie odpuści.
- Rosalie, All prosi cię o pomoc w dobraniu  ubrań na randkę, jest w swoim pokoju! - Krzyknąłem.
- W CZYIM POKOJU!? - Zawołał Edward, więc szybko pobiegłem do swojej garderoby, otworzyłem szafę i wyciągnąłem z niej rzeczy o które prosiła mnie Alice.
Zaraz po tym zeszłem na dół  i oznajmiłem Esme że wychodzę na polowanie. Niebo było zachmurzone ale nie padało, a słonce co jakiś czas przebłyskiwało spod chmur.
Pobiegłem w stronę lasu myśląc o naszej randce. Chciałem by była wyjątkowa, ale czym tu zaskoczyć taką dziewczynę jak Alice. Biegłem tak jeszcze przez chwilę, zatrzymałem się dopiero przed ogromnym urwiskiem. Na dole było widać małą łąkę na której pasły się sarny i jelenie, więc postanowiłem zejść na dół.
Ostrożnie skakałem ze skały na skałę coraz bardziej w dół, gdy byłem już parę metrów nad ziemią  zastygłem by nie spłoszyć zwierzyny. Czekałem na odpowiedni moment do ataku.
Skoczyłem na grzbiet największego jelenia jaki się tam pasł i wbiłem mu swoje kły prosto w szyję.
Po zaspokojeniu swego pragnienia podniosłem się z ziemi i rozglądnąłem się wokoło.
Gdy byłem już pod domem zatrzymałem się, ponieważ ujrzałem miedzianowłosego.
-Co jest Jasper czemu nie idziesz? - Zapytał Edward
-Jest taka sprawa, bo umówiłem się na randkę  z Alice ale nadal nie wiem gdzie ją zabrać, a chciał bym by to była wyjątkowa randka, znasz może jakieś romantyczne miejsce?
-Tak, potem przyjdź do mojego pokoju to ci wszystko wytłumaczę.
-A gdzie ty teraz będziesz miał pokój? - Zapytałem.
-A no tak. To po prostu przyjdź do salonu.
Po wejściu do domu udałem się do salonu gdzie już na mnie czekał Edward.
Gdy mi wszystko wytłumaczył poszedłem ponownie do swojej garderoby przebrałem się w przygotowane wcześniej ubrania i zapukałem do pokoju Alice.
-Proszę! - Usłyszałem więc nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka.
Przede mną stała zjawiskowo piękna dziewczyna, miała krótką sukienkę bez ramiączek, dżinsową  małą torebkę i buty na obcasie.(ubranie Alice)
-Gotowa? -  Zapytałem oszołomiony jej widokiem
-Tak. A gdzie idziemy?
-Niespodzianka. -  Odparłem

sobota, 19 marca 2016

rozdział 12 - Jak to podarł ci bluzkę? Tak po prostu?

Witamy was, tym razem na początku, może to poskutkuje
i doczekamy się jakiś komentarzy, ale ja oczywiście nie naciskam :) . 
Mamy nadzieje, że rozdział będzie się wam podobał i zostawicie po sobie jakiś ślad.
 Zobaczymy czy dodamy jakiś bonus w święta, więc nic nie obiecujemy. Zależy czy będziecie chcieli
 ( jak będzie co najmniej 1 komentarz to dodamy, a jeśli nie będzie żadnego to zobaczymy czy będziemy miały jakiś pomysł) tak więc nie przedłużając zapraszamy do czytania i do zobaczenia niedługo.( plus w tym rozdziale pojawiły się linki do stroju Rosalie więc jak wam się podoba takie rozwiązanie to piszcie, a będziemy dodawać to częściej)
Małgosia i Luna

Alice 

Po paru sekundach drzwi się otworzyły i stanęła w nich drobna, brązowowłosa kobieta.
- Esme! - krzyknęłam i przytuliłam ją. 
- Ekhem, dzień dobry, miło cię.. - Zaczęła.
Ale nie dałam jej skończyć, bo weszłam do domu rozglądając się.
- Wow, w mojej wizji wydawał się mniejszy. Jest taki piękny i... O mój Boże jakie cudowne meble, sama wybierałaś? Musisz mieć wspaniały gust. Pracujesz jako dekoratorka wnętrz? - Zasypałam ją pytaniami, odwracając się w jej stronę z uśmiechem. Przy okazji zauważyłam, że Jasper również wszedł do domu i przywitał się z kobietą.
- Dziękuje bardzo za komplementy, tak ja sama wszystko dobierałam i ustawiałam. Przepraszam że zapytam ale mogła byś mi powiedzieć jak masz na imię i skąd znasz moje? - Zapytała przyglądając mi się z zaciekawieniem.
- Ojej znowu zapomniałam, - Uderzyłam się ręką w czoło. - zawsze jak spotykam kogoś po raz pierwszy zapominam się przedstawić. Jestem Alice, a to mój partner Jasper. Przyszliśmy tu prosić was o to żebyśmy mogli z wami zamieszać. A co do tego skąd znam twoje imię, może poczekamy na resztę rodziny. Edward i Emmett powinni wrócić za niecałe pół godziny. A Carlisle powinien być chwile po nich.
- Jasne, masz racje bez sensu powtarzać wszystko parę razy. Myślę, że będziecie mogli tu zamieszkać, ale to nie tylko moja decyzja więc muszę poczekać na męża i synów.
- Oczywiście to my może rozejrzymy się na górze i zobaczymy jaki pokój by nam odpowiadał? - Zapytałam
- Czujcie się jak u siebie w domu. - Odpowiedziała i uśmiechnęła się ciepło.
Czym prędzej chwyciłam Jaspera za rękę i pobiegłam z nim na pierwsze piętro.
- Szybko Jazz, w wizji widziałam idealny pokój dla nas, pokarze ci go. - Chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi. - Cudowny prawda, spójrz na ten piękny widok na las.
- To prawda Alice jest cudowny, ale wygląda na to że ktoś już w nim mieszka, więc chodź znajdziemy jakiś inny, który będzie wolny. - Zaproponował, a ja wygięłam usta w podkówkę.
- Jazz, ja nie chce innego ten jest idealny,wiesz jaką on ma dużą garderobę. Edwardowi nie jest potrzebna taka duża i stoi w połowie pusta, a szkoda żeby tyle miejsca się zmarnowało. - Wyjęczałam.
Nagle usłyszałam otwieranie drzwi, obejrzałam się w tamtą stronę i ujrzałam piękną blondynkę, która patrzyła na mnie przyjaźnie. Była ubrana w fioletowo-białą koszule, czarne rurki i tego samego koloru szpilki. ( ubrania i szpilki)
- Cześć, jestem Rosalie i z tego co słyszałam jak rozmawialiście z Esme, chcecie tu zamieszkać tak?
- Hej, ja jestem Alice a to mój chłopak Jasper, - Tym razem nie zapomniałam o przedstawieniu się. - tak bardzo byśmy chcieli mieć rodzinę i żyć tutaj z wami.
- I rozumiem, że podoba ci się ten pokój? - Zapytała z chytrym uśmieszkiem.
- Tak, bardzo nam się podoba, ale widzimy że jest już zajęty więc poszukamy innego. - Odpowiedział Jasper.
- Ależ nie ma problemu, możecie tutaj mieszkać tylko trzeba wynieść rzeczy Edwarda i zmienić meble. Nie ma co ukrywać, chłopak nie ma dobrego stylu. - Powiedziała Rosalie.
Pisnęłam ze szczęścia i zaczęłam układać wszystkie płyty i książki do kartonów które znalazłam w kącie.
- Ale to na pewno nie będzie problem? Ja byłbym zły gdyby ktoś obcy zaczął wynosić rzeczy z mojego pokoju i tak po prostu się wprowadził. - Zapytał się Jasper z obawą.
- Tak jak mówiłam, nie ma sprawy. Ja z Emmettem lubimy denerwować Edzia więc to nie będzie dla niego żadna nowość. Będzie trochę zły, ale kiedyś mu przejdzie, poza tym muszę się jakoś odegrać za to że  porwał moją ulubioną brązową bluzkę tydzień temu. Jeszcze nie wymyśliłam nic żeby się zemścić więc wy mi trochę pomożecie. - Uśmiechnęła się i mrugnęła do mnie.
- Jak to podarł ci bluzkę? Tak po prostu? - Zapytałam przerywając pakowanie rzeczy.
- Wyobraź sobie, że tak. Gonił mnie po całym domu, ponieważ nazwałam go rudym a on nienawidzi tego przezwiska, złapał mnie za bluzkę i rozdarła się na szwie. - Odpowiedziała z morderczym spojrzeniem.
- Jak tylko spróbuje dotknąć moich rzeczy to przysięgam że mu ręce wyrwę. - Syknęłam.
- Spokojnie dopóki mu nie podpadniesz nic ci nie zrobi. Ale widzę że ty też lubisz ubrania, czy mi się wydaje?
- Lubi? To niedopowiedzenie, ona mi groziła że jeśli nie wezmę jakiejś głupiej koszuli będę się po nią wracał setki kilometrów. - Jęknął Jasper.
- To nadal cię obowiązuje kotku, jeśli zobaczę przy rozpakowywaniu się, że jej tam nie ma, nie ręczę za siebie. - Posłałam mu mordercze spojrzenie. - A co do zakupów i ubrań to kocham te słowa. Mogłabym chodzić po sklepach przez niezliczoną liczbę godzin.
- W końcu ktoś kto mnie rozumie, zawsze jak jadę do galerii to każdego muszę wyciągać siłą, a jak z nami zamieszkacie to wreszcie będę miała siostrę która uważa tak samo jak ja. - Wykrzyknęła i przytuliła mnie.
- Też się cieszę bo z Jasperem nie było żadnej zabawy bo tylko marudził, ale dobra przestańmy gadać i weźmy się do roboty, ja już wszystko spakowałam, więc Jazz mógłbyś przenieść to do piwnicy? - Zapytałam robiąc słodkie oczka.
- Przed chwilą na mnie marudziła a teraz każe mi zanosić te pudła, i weź tu zrozum kobiety. - Westchnął.
- Dziękuje skarbie, ja z Rose będziemy w salonie. - Powiedziałam, posłałam mu buziaczka i zeszłyśmy z Rosalie do salonu. Trochę porozmawiałyśmy o modzie, ale nie mogłyśmy długo dyskutować na ten temat ponieważ, po chwili przyszedł Jasper, a w drzwiach wejściowych pojawiły się trzy wampiry.

piątek, 4 marca 2016

Rozdział 11 - -Co? Ja ci przecież nic nie obiecywałem.



                                                                              Jasper
Gdy tylko wstał świt i słońce zaczęło lśnić w falach oceanu zaczęliśmy zbierać nasze ubrania porozrzucane w promieniu parunastu metrów. Co chwilę to ja, to Alice zerkaliśmy na siebie z lekkim uśmieszkiem ,ponieważ ostatnia noc była dla mnie naprawdę niesamowita i mam nadzieję, że Alice również się podobało.
-Ja już jestem gotowa i ubrana, a ty? - Powiedziała dziewczyna odwracając się w moją stronę.
-Już prawie! - Odpowiedziałem wkładając jedną nogę w spodnie i szukając podartej koszuli.
-Powiedz ślicznotko jak ty to robisz, że tak szybko zawsze jesteś ubrana, a wczoraj nie mogłaś  sobie poradzić z guzikami od mojej koszuli i w ostateczności rozerwałaś ją na pół? - Zapytałem.
-Wczoraj i tak to pewnie zrobiłam szybciej niż ty byś to robił, wiec się nie spinaj tak przystojniaczku bo ci jeszcze żyłka pęknie.
- Przecież ja się nie denerwuje, jak dla mnie to tylko koszula. To ty zawsze przywiązujesz wagę do ubrań i tych wszystkich kolorów a wydawało mi się, że ta bardzo ci się podobała. Więc jestem zdziwiony, że tak po prostu ją podarłaś. - Oznajmiłem z powagą.
- Teraz musisz się czepiać tego co robiłam wczoraj w nocy? 
- Nie czepiam wszystkiego co wczoraj robiłaś, bo niektóre rzeczy były bardzo przyjemne, tylko nie rozumiem po co podarłaś tą koszule. - Wiedziałem, że troszeczkę denerwuje ją ta rozmowa, ale postanowiłem brnąć w to dalej. Przecież się nie obrazi za takie niewinne droczenie się.
- Bo nie mogłam odpiąć guzików. - Warknęła.
- Trzeba było poprosić mnie o pomoc. - Odpowiedziałem uśmiechając się.
Alice przez chwilę stała przede mną  z poważną miną, więc zrozumiałem że powinienem przestać ją denerwować, zanim postanowi się jakoś odegrać. Ale zanim zdążyłem jakoś zareagować dziewczyna pokazała mi środkowy palec, odwróciła się i pobiegła przed siebie tak szybko, że nie zdążyłem mrugnąć, a wkurzona ślicznotka była już daleko w lesie zostawiając mi wszystkie nasze bagaże.
 Goniłem ją z dobre 1,5 godziny. Biegłem za nią krzycząc ,,no Alice, daj spokój to było dla żartów, no poczekaj na mnie!”. Gdy dziewczyna się wreszcie zatrzymała, zacząłem ją przepraszać i wręczając jej kwiatki zebrane po drodze ucałowałem ją w rękę. Zauważyłem , że się jej to spodobało bo wreszcie się do mnie uśmiechnęła.
-No nareszcie ile mogłem czekać na ten twój słodki uśmiech, co? - Zapytałem z ulgą na sercu.
-W sumie to zależy, bo jak byś mi nie dał tych kwiatków i nie obiecał kochania się dziś wieczorem, to pewnie długo. - Oznajmiła z jeszcze większym uśmiechem na twarzy.
-Co? Ja ci przecież nic nie obiecywałem. - Zdziwiłem się
-To co nie będzie wieczornego sexu? -  Spytała z  miną zbitego pieska.
Widząc, że posmutniała chwyciłem ją w talii podniosłem nad ziemię i obróciłem parę razy .
-Tego nie powiedziałem. - Wyszeptałem jej do ucha.
- Wiedziałam, że nie możesz mi się oprzeć. - Zachichotała. - Ale to zostawmy na później, musimy ruszać w dalszą drogę. - Oznajmiła i złapała mnie za rękę.
 Od razu bez narzekania podniosłem nasze walizki i pobiegliśmy razem w las.
Po drodze jeszcze trochę ze sobą rozmawialiśmy na różne tematy związane z naszą przyszłością. Zorientowałem się, że dziewczyna ma wobec mnie poważne plany i w cale mnie to nie zdziwiło ponieważ miałem podobnie. Potem przez dłuższy czas biegliśmy w ciszy, zrobiliśmy jeszcze po drodze parę przerw na zaspokojenie głodu. Tak szybko i miło mijał mi czas z Alice, że aż nie zorientowałem się kiedy dotarliśmy na wielką polanę w lesie niedaleko jakiegoś miasteczka.  
Na łące stał duży biały dom w większości przeszklony. Miał on parę balkonów obrośniętych w większości bluszczem, a wejście było ozdobione fioletowymi i niebieskimi kwiatami. Na pierwszy rzut oka widać było, że ktoś kto tu mieszka kocha zajmować się roślinami.
-Jesteśmy na miejscu? - Zapytałem, lecz dziewczyna mi nie odpowiedziała, tylko cały czas wpatrywała się w dom.
-Piękny dom co nie? Jestem ciekawy jak wygląda w środku.- Ponownie zapytałem, ale od strony Alice cały czas nie było odzewu.
-Nad czym ty tak intensywnie myślisz kotku? - To pytanie wreszcie dało jakiś rezultat.
-Jestem ciekawa czy mają tam dość dużą garderobę albo chociaż szafę na wszystkie moje ubrania.- Oznajmiła dziewczyna, a w jej głosie wyczułem, że mówi na serio.
-To co pukamy? - Zapytała Alice.
-A co powiemy? Przecież to dziwne, że nagle para nieznajomych wampirów puka do drzwi z pytaniem „czy macie dość dużą garderobę na moje ciuchy?” -  Stwierdziłem.
-Nie no, głuptasku przecież tak nie zapytam od razu, to potem, a w razie czego oddasz mi swoją.-Oznajmiła mi trzepocząc rzęsami i przechylając głowę na bok.
Nie kłócąc się więcej (bo w kwestii ubrań, sprzeczając się z Alice zawsze jestem za przegranej pozycji)  kiwnąłem głową. Dziewczyna widząc to uśmiechnęła się jeszcze szerzej, podbiegła do drzwi i zapukała. Nie mając innego wyjścia stanąłem obok niej.

Cześć witamy po tej ,, przerwie" i z przykrością stwierdzamy, że komentarzy jak
nie było tak dalej nie ma. Cały czas czekamy chociaż na najkrótszą ocenę naszej historii ( newet
negatywną). Więc prosimy chociaż o te króciutkie komentarze i widzimy się za 2 tygodnie. 
Do zobaczenia :).

piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 10 - O kotku, nie wiedziałem że jesteś taka ostra.

Alice
Właśnie chodziłam po kolejnym sklepie, kiedy usłyszałam marudzenie chłopaka.
- Alice, chodźmy już do tych Cullenów, siedzimy w tym centrum handlowym już od 5 godziny. - Jęczał Jasper.
- O nie, ja chodzę po sklepach i udoskonalam stan naszej garderoby, a ty siedzisz i się lenisz, więc to nie moja wina, że się nudzisz. - Odpowiedziałam mu.
- Ja się lenie? Ja? A kto nosi te twoje wszystkie zakupy?
- Oj uważaj bo się jeszcze zmęczysz. Wow, widziałeś tą piękną wiśniową sukienkę na wystawie? - Krzyknęłam i pobiegłam w stronę wieszaków z nową kolekcją. Bez przymierzania wiedziałam że będzie na mnie idealnie leżała więc nie zastanawiając się poleciałam w stronę kas.
- Alice, czy jak już kupiłaś tą cudowną różową sukienkę możemy w końcu iść w dalszą drogę? - Zapytał z błagalną miną.
- Och, Jazz, jesteś bardzo słodki jak robisz z siebie męczennika, ale dobrze chodźmy już zanim mi tu padniesz z tego wyczerpania. - Powiedziałam dając mu całusa w policzek i uśmiechając się szeroko.
- Ja jestem słodki? Przecież jestem najniebezpieczniejszym wampirem jakiego spotkałaś w życiu. - Powiedział normalnym tonem, ponieważ doszliśmy już do lasu.
- Kochanie, jesteś jedynym wampirem jakiego spotkałam w całym swoim życiu, oczywiście pomijam tego cudownego mężczyznę który mnie zmienił. - Przypomniałam puszczając mu oczko.
- Co jakiego cudownego mężczyznę?! - Zapytał z wytrzeszczonymi oczami.
- Hahahaha głuptasku, przecież żartuje, sprawdzałam tylko twoją reakcję. - Powiedziałam, śmiejąc się.
- Chochliku, nigdy więcej mnie tak nie strasz, ja prawie umarłem na zawał! - Powiedział do mnie bardzo poważnie.
- Chciała bym ci przypomnieć że my nie możemy umrzeć na zawał, nasze serca nie biją. - Powiedziałam do niego tonem jak do dziecka. 
Nic mi nie odpowiedział tylko pobiegł do lasu, wywracając oczami dołączyłam do niego.
Po 1 godzinie dotarliśmy do urwiska z którego był widok na ocean i piękny zachód słońca. Bez słowa podeszłam do krawędzi i usiadłam tak że nogi zwisały mi z klifu. Po chwili Jasper zrobił to samo.
- Jasper, jesteśmy razem od wczoraj a ty w ogóle nie okazujesz mi miłości . - Wyjęczałam. - Ja cały czas mówię do ciebie kochanie, Jazz lub inne zdrobnienia a ty cały czas tylko Alice, Alice i Alice, przydało by się trochę romantyzmu. Nawet teraz jak jesteśmy w cudownym miejscu dla par ty tak po prostu usiadłeś obok mnie. 
Jasper spojrzał na mnie zdziwiony.
- Oj kochanie, żabciu ty moja najcudowniejsza, promyczku słońca, diamenciku, może naprawdę nie dostrzegłem że potrzebujesz trochę czułości i innych rzeczy tego typu, ale myszko obiecuje ci że teraz się poprawię. Wybaczysz mi koteczku? - Zapytał robiąc przy tym minę zbitego psa.
- Jasper nie rób sobie ze mnie żartów. - Powiedziałam i zachichotałam ponieważ rozśmieszyła mnie jego mina.
- Ty pierwsza zaczęłaś. - Wymruczał i pochylił się nade mną całując mnie zmysłowo. Nie pozostałam mu dłużna i po chwili leżeliśmy na trawie, a Jasper zaczął zdejmować ze mnie bluzkę, nie zastanawiając się ani chwili dłużej zabrałam się za jego koszule, lecz po chwili męczenia się z guzikami po prostu ją z niego zerwałam. 
- O kotku, nie wiedziałem że jesteś taka ostra. - Wyszeptał mi do ucha. 
Jasper widząc że skończyłam z delikatnością postanowił udowodnić swoją męskość i po paru sekundach jego ręce dotykały moich piersi masując je i całował całe moje ciało, które wydawało się płonąc. Lecz mój przyćmiony umysł zauważył, że chłopak ma na sobie jeszcze prawie całe ubranie co musiałam jak najszybciej zmienić.
- Oj nie skarbie, tak bawić to się nie będziemy. - Powiedziałam i obróciłam nas tak że Jasper leżał pode mną a ja zajmowałam się jego spodniami, które po chwili znalazły się gdzieś w lesie.

Cześć, na samym początku chciałabym przeprosić,
że rozdział wyszedł taki krótki, ale nie miałam już na niego pomyśłów
co nie oznacza że następne też będą takie nudne, co to, to nie :). My właśnie dzisiaj 
zaczęłyśmy ferie ( czyż to nie cudowne? ) i oczywiście współczujemy tym którzy właśnie je kończą
lub skończyli już dawno no ale cóż za ok. 2 miesiące święta :D. Dobra, dobra wiem że to marne pocieszenie. Tak więc prosimy o komentarze ( jak zawsze) chciały byśmy żeby pod rozdziałem znalazł się chociaż 1 króciutki komentarz, co sprawiło by nam ogromną radość i dało motywację więc mamy nadzieję że komuś chciało się to czytać i do zobaczenia za ( tym razem) 3 tygodnie.
Małgosia i Luna.