piątek, 12 lutego 2016

Rozdział 10 - O kotku, nie wiedziałem że jesteś taka ostra.

Alice
Właśnie chodziłam po kolejnym sklepie, kiedy usłyszałam marudzenie chłopaka.
- Alice, chodźmy już do tych Cullenów, siedzimy w tym centrum handlowym już od 5 godziny. - Jęczał Jasper.
- O nie, ja chodzę po sklepach i udoskonalam stan naszej garderoby, a ty siedzisz i się lenisz, więc to nie moja wina, że się nudzisz. - Odpowiedziałam mu.
- Ja się lenie? Ja? A kto nosi te twoje wszystkie zakupy?
- Oj uważaj bo się jeszcze zmęczysz. Wow, widziałeś tą piękną wiśniową sukienkę na wystawie? - Krzyknęłam i pobiegłam w stronę wieszaków z nową kolekcją. Bez przymierzania wiedziałam że będzie na mnie idealnie leżała więc nie zastanawiając się poleciałam w stronę kas.
- Alice, czy jak już kupiłaś tą cudowną różową sukienkę możemy w końcu iść w dalszą drogę? - Zapytał z błagalną miną.
- Och, Jazz, jesteś bardzo słodki jak robisz z siebie męczennika, ale dobrze chodźmy już zanim mi tu padniesz z tego wyczerpania. - Powiedziałam dając mu całusa w policzek i uśmiechając się szeroko.
- Ja jestem słodki? Przecież jestem najniebezpieczniejszym wampirem jakiego spotkałaś w życiu. - Powiedział normalnym tonem, ponieważ doszliśmy już do lasu.
- Kochanie, jesteś jedynym wampirem jakiego spotkałam w całym swoim życiu, oczywiście pomijam tego cudownego mężczyznę który mnie zmienił. - Przypomniałam puszczając mu oczko.
- Co jakiego cudownego mężczyznę?! - Zapytał z wytrzeszczonymi oczami.
- Hahahaha głuptasku, przecież żartuje, sprawdzałam tylko twoją reakcję. - Powiedziałam, śmiejąc się.
- Chochliku, nigdy więcej mnie tak nie strasz, ja prawie umarłem na zawał! - Powiedział do mnie bardzo poważnie.
- Chciała bym ci przypomnieć że my nie możemy umrzeć na zawał, nasze serca nie biją. - Powiedziałam do niego tonem jak do dziecka. 
Nic mi nie odpowiedział tylko pobiegł do lasu, wywracając oczami dołączyłam do niego.
Po 1 godzinie dotarliśmy do urwiska z którego był widok na ocean i piękny zachód słońca. Bez słowa podeszłam do krawędzi i usiadłam tak że nogi zwisały mi z klifu. Po chwili Jasper zrobił to samo.
- Jasper, jesteśmy razem od wczoraj a ty w ogóle nie okazujesz mi miłości . - Wyjęczałam. - Ja cały czas mówię do ciebie kochanie, Jazz lub inne zdrobnienia a ty cały czas tylko Alice, Alice i Alice, przydało by się trochę romantyzmu. Nawet teraz jak jesteśmy w cudownym miejscu dla par ty tak po prostu usiadłeś obok mnie. 
Jasper spojrzał na mnie zdziwiony.
- Oj kochanie, żabciu ty moja najcudowniejsza, promyczku słońca, diamenciku, może naprawdę nie dostrzegłem że potrzebujesz trochę czułości i innych rzeczy tego typu, ale myszko obiecuje ci że teraz się poprawię. Wybaczysz mi koteczku? - Zapytał robiąc przy tym minę zbitego psa.
- Jasper nie rób sobie ze mnie żartów. - Powiedziałam i zachichotałam ponieważ rozśmieszyła mnie jego mina.
- Ty pierwsza zaczęłaś. - Wymruczał i pochylił się nade mną całując mnie zmysłowo. Nie pozostałam mu dłużna i po chwili leżeliśmy na trawie, a Jasper zaczął zdejmować ze mnie bluzkę, nie zastanawiając się ani chwili dłużej zabrałam się za jego koszule, lecz po chwili męczenia się z guzikami po prostu ją z niego zerwałam. 
- O kotku, nie wiedziałem że jesteś taka ostra. - Wyszeptał mi do ucha. 
Jasper widząc że skończyłam z delikatnością postanowił udowodnić swoją męskość i po paru sekundach jego ręce dotykały moich piersi masując je i całował całe moje ciało, które wydawało się płonąc. Lecz mój przyćmiony umysł zauważył, że chłopak ma na sobie jeszcze prawie całe ubranie co musiałam jak najszybciej zmienić.
- Oj nie skarbie, tak bawić to się nie będziemy. - Powiedziałam i obróciłam nas tak że Jasper leżał pode mną a ja zajmowałam się jego spodniami, które po chwili znalazły się gdzieś w lesie.

Cześć, na samym początku chciałabym przeprosić,
że rozdział wyszedł taki krótki, ale nie miałam już na niego pomyśłów
co nie oznacza że następne też będą takie nudne, co to, to nie :). My właśnie dzisiaj 
zaczęłyśmy ferie ( czyż to nie cudowne? ) i oczywiście współczujemy tym którzy właśnie je kończą
lub skończyli już dawno no ale cóż za ok. 2 miesiące święta :D. Dobra, dobra wiem że to marne pocieszenie. Tak więc prosimy o komentarze ( jak zawsze) chciały byśmy żeby pod rozdziałem znalazł się chociaż 1 króciutki komentarz, co sprawiło by nam ogromną radość i dało motywację więc mamy nadzieję że komuś chciało się to czytać i do zobaczenia za ( tym razem) 3 tygodnie.
Małgosia i Luna.

piątek, 5 lutego 2016

9 rozdział- Jasper, zamknij się w końcu i daj się ponieść emocjom.

 UWAGA
Na sam początek ważna informacja rozdział zostanie dodany dzisiaj a następny za tydzień, ponieważ od 15 zaczynamy ferie, więc wyjeżdżam na 2 tygodnie i prawdopodobnie nie będę miała internetu a żeby żaden rozdział się nie spóźnił dodajemy teraz, więc podsumowując: będzie dzisiaj i 12.02 a następny dopiero 4.03. okej nie przedłużam tylko zapraszam do czytania ;).

Jasper
Z samego rana poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic i odświeżyć się po kolejnej nie przespanej nocy.Ubrałem się w ciuchy wybrane mi przez Alice i zszedłem krętymi schodami  na dół.
-Ty już tu? - Zdziwiłem się na widok dziewczyny czekającej na wyjcie w pełnej gotowości.
-Zdziwiony? Przecież ci mówiłam że będę tu czekała o 10:00. Jesteś już gotowy? - Zapytała.
-Tak. - Odparłem.
-A wziąłeś te ciemno-chabrową koszule? - Zapytała zwężając oczy podejrzliwie.
-Jaka koszule? - Zapytałem
-Nie mam teraz czasu na nauki kolorów, ale pamiętaj jak jej nie spakowałeś to będziesz sam się tu wracał. Mówię na serio. - Oznajmiła z bardzo poważną miną.
- Alice nie przesadzaj przecież to tylko... - Zacząłem ale widząc jej minę nie odważyłem się dokończyć.
- No widzę, że zrozumiałeś w takim razie możemy ruszać. - Powiedziała uśmiechając się przy tym słodko. 
Co ta dziewczyna w sobie ma że zawsze daje jej postawić na swoim, przydało by się to zmienić chociaż kogo ja chcę oszukać przecież i tak nie umiem jej odmówić. Szliśmy ludzkim tempem w stronę lasu by potem móc nabrać większej prędkości, gdy tam dotarliśmy Alice odwróciła się w ,moją stronę podając mi swoją walizkę.
-  Co ty robisz? - Spytałem się jej.
- Oj Jasper, Jasper myślałam że jesteś lepiej wychowany i jak prawdziwy dżentelmen weźmiesz moją walizkę. - Powiedziała z zadziornym uśmiechem.
- Jak panienka sobie życzy tak się stanie. -  Odpowiedziałem jej, po czym wziąłem od niej bagaż, chyba nigdy nie zrozumiem jak ona tam wszystko zmieściła, ale to nie moja sprawa.
- Poza tym jej kolor pasuje ci do butów. - Puściła mi oczko i pobiegła przed siebie.
Kręcąc głową dogoniłem ją i na nią skoczyłem, niczego się nie spodziewała więc chwilę później leżała pode mną  na jakiejś polance a nasze walizki leżały pod drzewami.
- Hej!! - Krzyknęła oburzona. - Specjalnie założyłam sukienkę i wysokie szpilki by dobrze się prezentować a ty tak po prostu wywróciłeś mnie na ziemię i jeszcze dodatkowo na mnie leżysz? - Zapytała zła.
- Dokładnie tak. - Odpowiedziałem uśmiechając się zadziornie.
- Ty jesteś niemożliwy. -  Powiedziała wybuchając śmiechem i przytulając się do mnie. 
I wtedy dostrzegłem że leżymy tak blisko siebie że prawie stykamy się nosami, gdy nagle Alice zrobiła coś czego bym się w życiu nie spodziewał. Podniosła się trochę do góry i pocałowała mnie. To była najlepsza chwila mojego życia, nim zrozumiałem co robię usiadłem podtrzymując ją za plecy i nie przerywając pocałunku posadziłem sobie na kolanach. Po paru minutach oderwałem ją od siebie z zatroskaną miną ponieważ zdałem sobie sprawę co zrobiłem, nigdy nie powinienem był na to pozwolić, przecież ona nie może być z kimś takim jak ja.
- Alice, nie możemy być razem, nie zasługuję na ciebie. - Odparłem starając się wyjaśnić jej swoje zachowanie.
- Ciii... - wyszeptała i znowu mnie pocałowała. 
Tym razem nie zatraciłem się tak szybko i po chwili znowu przerwałem pieszczotę. 
- Nic nie rozumiesz, ja jestem potworem i.. - Nie dałem rady dokończyć bo przerwał mi głośny śmiech wampirzycy. Spojrzałem na nią zdezorientowany. 
- Oh Jasper, zamknij się w końcu i daj się ponieść emocjom. - Odpowiedziała, ale nie pocałowała mnie kolejny raz, czekała na moją reakcję. A co mi tam, pomyślałem i przylgnąłem do ust dziewczyny. 
Po jakiś 30 minutach oderwaliśmy się od siebie, a Alice spojrzała mi w oczy, w jej było widać nieme pytanie. Wiedziałem co chce usłyszeć i tym razem miałem zamiar to powiedzieć.
- Alice, kocham cię - Wyszeptałem. - może to banalne, ale zakochałem się w tobie jak tylko cię zobaczyłem w barze.
- Ja też cię kocham. - Odpowiedziała uśmiechając się najpiękniejszym uśmiechem jaki w życiu widziałem. - Ty nawet nie wiesz ile się naczekałam żeby coś takiego usłyszeć.
- Przepraszam, obiecuje że następnym razem nie będę tak zwlekał, ale muszę ci się do czegoś przyznać, - Powiedziałem poważnym tonem,przez co dziewczyna popatrzyła na mnie zaintrygowana. - Przykro mi, ale twoja sukienka jest brudna i pognieciona. 
- Jasper!!!! - Nakrzyczała na mnie wstając. - Człowiek chce raz w życiu zrobić dobre wrażenie i wyglądać dobrze, a przyjdzie taki jeden i wszystko zniszczy. Ohh co ja teraz założę, przecież mam tak mało ciuchów a muszę jakoś wyglądać. 
- Alice nie chce psuć ci humoru jeszcze bardziej ale powinnaś się już przyzwyczaić do tego, że.. - Nie dokończyłem bo mi przerwała.
- Do tego, że ty zawsze wszystko psujesz? - Zaproponowała. 
- Nie, do tego, że - kontynuowałem - jesteś wampirzycą a nie człowiekiem i masz całą walizkę ciuchów. - Odparłem spokojnie.
- Ty nic nie rozumiesz - warknęła, ale po chwili się rozchmurzyła i uśmiechnęła szeroko. - Mam pomysł, musimy pójść na zakupy!!!!!! 
- Nieee - jęknąłem.
- Co nie słyszałam, chcesz pójść na cały dzień do galerii? Nie ma problemu, tylko pośpiesz się bo nie chcemy przecież marnować ani minutki. - Powiedziała i zniknęła za drzewami, a ja oczywiście musiałem pójść za nią, o co gdyby ją ktoś napadł? Musi mieć mnie jako ochroniarza.... i znając życie będę jej potrzebny do targania tych wszystkich toreb ehhh.. mówi się trudno, i kończąc swój wewnętrzny monolog pobiegłem za wampirzycą.

Mamy nadzieję że wam się podobał rozdział,
nie będziemy się rozpisywały bo zrobiłyśmy to już powyżej
więc, jak zawsze prosimy o komentarze i do zobaczenia za tydzień.
Małgosia i Luna :)